19 grudnia 2011

Rozdział V

Po długiej przerwie chociaż nie do końca z własnej winy kolejny rozdział :) W oryginale ten i następny były jednym, lecz ze względu na długość rozdzieliłam go na dwa.
Miłego :)



- Gotowi? – zapytał tylko po to żeby móc obrócić się do tyłu, gdzie siedział Yoku i zerknąć na niego.
- Yosh – oznajmił Tenshi zapinając pas.
- Yoku uczy cię japońskiego – uśmiechnął się zadowolony, a Tenshi uśmiechnął się do niego szeroko i kiwając głową powiedział tylko:
- Yosh!
JiWoon pokręcił tylko głową i wyjechał samochodem z podjazdu.
Dobrze, że niektóre supermarkety stoją jeszcze za miastem, przynajmniej nie będą musieli pchać się w centrum, które o tej porze tygodnia ściąga nie tylko ludzi z przedmieść Seulu, ale i z okolicznych wsi i miasteczek. Jeśli musiał zrobić coś w sobotę na początek długo powtarzał sobie: cierpliwości albo miał ochotę wziąć coś na uspokojenie. Na szczęście IKEA nie stała w centrum, chociaż na tłumy i tak musiał się przygotować, pewnie wszyscy zdecydowali się kupić meble w tym samym dniu co on.

Yoku miał wrażenie, że wujowi bardziej zależy na kupieniu kilku mebli do jego pokoju niż jemu.
- Wujku – mruknął – ale naprawdę nie trzeba – próbował mu to wyjaśnić po raz kolejny.
Tenshi wyprzedził ich i oglądał coś kilkanaście metrów przed nimi zagłębiając się w pokazowe mieszkanie.
- Yoku – JiWoon stanął i spojrzał na niego uważnie, aż Yoku spuścił głowę i oczekiwał co najmniej reprymendy za nieznośne marudzenie, ale wuj ujął jego brodę w palce i podniósł na wysokość oczu. – trzeba, pozwól coś sobie kupić. Widzisz, Tenshi biega i pewnie znajdzie milion rzeczy, które chce.
- Ale to twój syn – przypomniał.
- Ty też – powiedział JiWoon, chociaż dziwacznie ciszył się, że Yoku nie jest jego prawdziwym dzieckiem.
- Dobra, nie będę marudził – uśmiechnął się wreszcie Yoku.
- To wybierz coś w końcu – poprosił JiWoon obejmując go ramieniem i Yoku poczuł się nagle dziwnie niezręcznie, choć nie umiał sobie wyjaśnić dlaczego. Znowu wymyśla i coś mu się roi w głowie. – Potrzebujesz jakiejś lampy, masz tylko to maleństwo przy biurku... szafki, komody...
- Tato – Tenshi pojawił się nagle przed nimi – znalazłem coś genialnego – oświadczył i odbiegł kilka kroków dalej machając do nich ręką żeby podeszli tu szybko i obejrzeli... jak się okazało fioletową lampę, która błyszczała kilkunastoma maleńkimi światełkami. – Super, nie – ekscytował się chłopak – będzie mi pasować do pokoju.
- Tenshi... – jęknął JiWoon.
- Co ci się znów nie podoba? – oburzył się wsadzając dłonie do kieszeni. – Jesteś taki mało wyluzowany – prychnął i ruszył przed siebie.
- Wuju – spojrzał na Yoku, który ścisnął jego ramię i wpatrywał się w górę – patrz jaka lampa – dodał cicho jakby powierzał mu jakąś tajemnicę i pokazywał na dużą lampę, która wyglądała jak dmuchawiec, pełen niewielkich pyłków. – Niesamowita – szepnął, a Lio zamiast na lampę zerknął na chłopca i jego roziskrzone oczy.
- Bierzemy – oznajmił.
- Co? Ale wuju, ja tylko...wujku – jęknął wydymając wargi i JiWoon miał ochotę ścisnąć jego policzki i ucałować, tak jak robił JaeJoongowi.
- Przecież widzę, że ci się podoba – zaśmiał się i odszukał na wyświetlaczu z produktami lampę. Nacisnął guzik i czekał aż maszyna wydrukuje kod.
- Tenshiemu też podobała się lampa – zauważył zawstydzony Yoku.
- On ma w pokoju dwie lampy i jeszcze jedną w piwnicy, niepotrzebna mu kolejna. - Jeszcze taka – westchnął na myśl o paskudztwie, które chciał jego synek. – Dobra, jedną rzecz już mamy – oznajmił chowając kwit do portfela. – Teraz reszta.
- Mogę choć za lampę sam zapłacić? – zasugerował Yoku.
- Yoku – san – zdenerwował się żartobliwie – nie wiedziałem, że jesteś taki uparty.
- Nie jestem – mruknął cicho. – Nie mów do mnie Yoku – san – uśmiechnął się lekko do JiWoona, w końcu on do siebie nie pozwala tak mówić.
- Grzebiecie się – oznajmił Tenshi, który znowu wyrósł przed nimi zupełnie niespodziewanie. – Znalazłem coś super, ale to już musisz mi kupić – oświadczył uśmiechając się do JiWoona tak ładnie jak tylko potrafił. – Bez tego nie mogę żyć.
- Znalazłeś nerkę? – zasugerował.
- Co ty próbujesz być dziś taki zabawny? – prychnął Tenshi – I bez pościeli nie mogę – skinął głowa. – Chodź Yoku – pociągnął chłopaka za sobą. – Jak mamy ci coś kupić to pościel też ci się przyda – oznajmił – widziałem taką, która będzie ci pasować! – ekscytował się, wiec Yoku nie miał wyboru i pobiegł za nim do sterty pościeli i katalogów, w których Yoku miał sobie COŚ wybrać.
- Tato ty też sobie kup – zaproponował  Tenshi machając Lio przed oczami kwitkami na poszewki i poduszkę, bo nagle stwierdził, że jego kuzyn śpi na płaskim i to źle.
- Mam – stwierdził rozglądając się za czymś jeszcze co pasuje do pokoju Yoku. Chciał żeby chłopak miał w pokoju przytulnie i żeby wchodząc tam nie czuł się jak w odwiedzinach u krewnych, ale u siebie.
- Co ci się jeszcze przyda Yoku? – zapytał. Tenshi znów wybiegł przodem szukając czegoś wyjątkowego jak zapowiedział.
- Stolik – powiedział odruchowo chłopak oglądając kubki z zielonego szkła. Może kupią sobie trzy takie kubki i jak siądą razem, któregoś dnia napiją się z takich samych?
- Nareszcie mówisz co chcesz – ucieszył się JiWoon, a Yoku spojrzał na niego przestraszony, ale w końcu zrezygnował poddając się całkiem pomysłowi wuja. – stoliki są tam – wskazał strzałkę w prawo.
- Znalazłem coś niesamowitego! – krzyknął nagle Tenshi, znowu.


Wuj miał rację – stwierdził Yoku rozglądając się po nowo umeblowanym pokoju. Teraz czuje się tutaj jak we własnym pokoju, choć ten zupełnie nie przypomina jego domowego.
Podciągnął kolana pod brodę i przyglądał się wszystkiemu z zadowoleniem. Tensh pomógł mu wszystko przestawić i ustawić, po czym zniknął gdzieś zostawiając go samego. Ale cieszył się, bo mógł ułożyć spokojnie swoje rzeczy - ubrania w szafie, książki na zgrabnych półkach i komiksy, a teraz rozglądał się po swoim małym królestwie z zadowoleniem.
Opadł na łóżko, na nową poduchę i uśmiechał się w stronę sufitu, a następnie w stronę wiklinowego fotela, który ustawił blisko okna. Będzie tam siedział, czytał i pisał i na pewno będzie mu tu dobrze.
Obrócił się na bok. Może teraz zdrzemnie się chwilę? Na chwilę, a potem... Ułożył głowę wygodnie na poduszce i zamknął oczy. Na chwilę.


Gdzie jego syn poszedł – nie miał pojęcia, ale skoro coś chciał to mógł się domyślić, że Tenshi akurat w tym momencie zniknie. Może Yoku będzie wiedział, gdzie jest.
- Yoku – zapukał do drzwi z tabliczką Itako. Tenshi postarał się z tym, nawet on dostał swoją z napisem: szef domu Park JW. – Yo... – umilkł widząc, że chłopak leży na łóżku, zwinięty w kłąbek z ręką przy ustach i śpi spokojnie.
W pierwszym odruchu chciał się wycofać żeby go przypadkiem nie obudzić, ale zaraz opanował się i pomyślał, że to dobra okazja żeby spojrzeć na niego swobodnie chociaż na moment. Nie umiał wyjaśnić sobie czemu tak bardzo lubi śledzić go wzrokiem, lecz nie umiał się na niego napatrzeć.
Podszedł na palcach do fotela, z którego zwisał ciemnobrązowy koc i równie ostrożnie zbliżył się do łóżka i okrył chłopca. Może zmarznąć, już późno a wieczory są chłodne. Jeszcze się przeziębi...
Przykucnął przy nim i chwilę wpatrywał się w spokojną buzię. Wyglądał jakby było mu teraz bardzo dobrze, we własnym świecie sennych marzeń.
Pogłaskał go wierzchem dłoni po policzku.
Przypominał Jae, dlatego przez pierwsze dni tak się za nim oglądał, bo jego młodość przypominała mu młodość JaeJoonga, jego młodość i tamtą miłość, ale teraz patrzył na Yoku jako na kogoś zupełnie innego od Jae, podobnego, ale nie identycznego... Słodki. Mógłby tak na niego patrzeć, ale nie powinien... Powinien być tylko dobrym wujem. Idzie – postanowił, a Yoku w tej samej chwili rozchylił powieki i spojrzał na Lio jak na kawałek snu.
Rusz się – powtarzał sobie w myślach, czując jak serce obija mu się o żebra. Yoku patrzył na niego chwilę, po czym uśmiechnął się słodko i z powrotem wtulił w ciepły materiał.

9 stycznia 2011

Rozdział IV

- Możecie mówić do siebie normalnie – poprosił JiWoon stojąc z kubkiem kawy w jednej ręce i gazetą w drugiej. Od tygodnia na przemian słyszał: Tenshi – kun lub Yoku – hyung i już zaczynało kręcić mu się w głowie od międzynarodowego słownictwa, zwłaszcza jak jeszcze przyszły bliźnięta i kun-ów oraz chan-ów było dwa razy więcej. – Jesteście kuzynami, nie musicie być tacy oficjalni – dodał upijając kawy i zerkając na zawstydzoną minę Yoku. Okropne, ale lubił jego twarz pokrytą rumieńcem. Boże, co on znowu wymyśla – pomyślał z rezygnacją dla samego siebie.
- Powinieneś być dumny, że jesteśmy tacy grzeczni – oświadczył Tenshi kończąc połykać kanapkę, bo oczywiście znów wstał za późno i będzie w szkole na styk, jeśli się nie spóźni. Poprawił kołnierz niedopitego mundurka i wstał od stołu. – Dobre było, ale mało. Będę leciał – oznajmił chwytając plecak spod stołu.
- Wypuść...
- PA! – wrzasnął i już go nie było.
- Fantę – dokończył sam sobie JiWoon. Czy on też był taki w jego wieku? Czy jego brat, a ojciec Tensha taki był? – zastanowił się – eh, był...
- Nie idziesz dziś do pracy oji – san? – zapytał Yoku po grzecznym powiedzeniu: dziękuję, i sprzątnięciu talerzy ze stołu.
- Potem mam spotkanie, na razie popracuję w domu – wyjaśnił. To miłe, że pyta – pomyślał obserwując chłopaka.
- Miłego dnia oji – san – nie zauważył, przez to zapatrzenie, że Yoku uprzątnął wszystko. Zrobiło mu się głupio, że Yoku sprząta, kiedy mówił czuj się jak u siebie, to nie oznaczało przygotowuj śniadania i sprzątaj po nich, bo mój syn nie potrafi tego zrobić, i drugie głupio zrobiło mu się, że patrzył na niego jak zaczarowany.
- Tobie też Yoku – uśmiechnął się i obrócił do okna żeby widzieć, jak chłopak idzie powoli do furtki, wychodzi i idzie w stronę przystanku metra. Nie chciał żeby go dzisiaj podrzucać do szkoły, chociaż TaeHwa proponował, że podwiezie go po drodze do pracy, bo stwierdził, że musi nauczyć się jeździć tutejszym metrem. Tenshi tłumaczył mu co i jak, ale w końcu stwierdził, że póki się nie przejedzie to się nie przekona i miał rację. JiWoon zawsze zapominał, że to nie jest takie proste, na jakie może wyglądać.
Rzucił gazetę na stół i ruszył do gabinetu.
Na lunch jest umówiony ze swoim pracownikiem i osobą, która według niego stanie się hitem wytwórni jakiego jeszcze, przynajmniej w tym roku, nie było.
Usiadł w skórzanym fotelu i rzucił: włącz do komputera, który zamrugał światełkami, a JiWoon napił się kawy i spojrzał przez okno. Wrzesień zapowiadał się ładny i ciepły i dobrze, nie lubił jesiennej chlapy.
- Email – rzucił do włączonego komputera, który od razu wyświetlił skrzynkę mailową zapchaną mnóstwem wiadomości, których nie miał dzisiaj otwierać. Miał dzisiaj nastrój na nic nie robienie i po raz pierwszy od dawna praca mu przeszkadzała. Niby był szefem i według teorii mógł robić co chciał, ale to tylko teoria. Jako szef musi robić najwięcej, a dzisiaj tak mu się nie chce.
Odłożył kubek na stolik i sapnął podpierając się na ręce, po czym wypisał na dotykowej klawiaturze: oji – san.
- ... dziadek?!?!?! – zawołał czytając, że to oznacza nie tylko wuja. Wygląda na dziadka w oczach Yoku? – opadł na fotel i wpatrywał się z niedowierzaniem w ekran starając się powstrzymać przed poderwaniem z krzesła i pobiegnięciem do łazienki, żeby przed lustrem sprawdzić jak bardzo jest pomarszczony.
Dotknął twarzy. Dobra, może nie ma skóry dwudziestolatka, ale dziadek?! Okropne. Straszne.
- Yoku, jak możesz – powiedział zastanawiając się jak dużo ma siwych włosów, których dotąd nie zauważał i czy jeszcze rok lub dwa i będzie cały biały i pomarszczony jak stare jabłko. Porażka.
Wypił jednym haustem resztkę kawy. Nie chce żeby Yoku myślał o nim jak o rozpadającym się wujaszku. Pewnie dlatego tak sprząta i pomaga w domu, bo myśli, że on sobie nie daje rady, bo wysiłek może przyprawić go o zadyszkę, a nawet zawał.
Super – poczuł się nagle jakby miał sto lat.
- Co jest? – smętnym głosem odebrał telefon. Dziadek! – nie mógł w to uwierzyć.
- Szefie, bo ja mam takie pytanie....


- Też wymyśliłeś, malinowe – prychnął Shinpei.
- Lubię malinowe – oznajmił Manpei beztrosko odpakowując batonika i odgryzając kawałek po czym jego mina zaczęła wyrażać całkowitą błogość i uwielbienie dla producenta czekolady.
- Ale dziewczyny nie – przypomniał mu brat.
- Dlatego wzięliśmy kokosowe – przypomniał ruchem głowy wskazując swój plecak, w którym zapakowana w torebkę papierową leżała niewielka bombonierka dla sióstr. – Chcesz batona? – zapytał mnąc w dłoni opakowanie po tym, którego właśnie zjadł.
- Chcę – przyznał Shinpei.
- Jak was tak widzę to się dziwię, że nie macie wielkich tyłków – usłyszeli nagle za sobą, a po chwili i poczuli, bo Tenshi klepnął ich w ramiona. – Tyle cukru – pokręcił głową.
- Już cię wypuścili z przedszkola – pstryknął go w nos Shinpei.
- A ciebie z zoo? – uśmiechnął się szeroko, a Manpei pacnął go w czoło batonikiem, który Tenshi wziął i chętnie rozpakował i z jeszcze większą chęcią wgryzł się w słodką masę.
- Znów tuczycie siostry? – zapytał.
- Chcemy im zrobić przyjemność – wyjaśnił Manpei i pstryknął go palcem w nos.
- One wam kupują autka? – zaśmiał się Tenshi, a Shin objął go ramieniem za szyję i przyciągnął do siebie mocno. – Au – stęknął wymownie Tensh, ale Shinpei nic sobie z tego nie robił. Jadł batonika i nadal ściskał jego szyję. – Puść mnie – wysyczał chłopak.
- Źle ci przy moim boku – zbulwersował się Shin i nadal go nie puszczał. – Poczuj się bezpiecznie...
- Właśnie czuję się zagrożony – uwolnił się spod ramienia przyjaciela i zaczął masować kark. – Ty jesteś niebezpieczny – oświadczył. – Ty też – spojrzał na Manpeia – bo jesteś jego klonem – dodał. – A teraz dajcie jeszcze jednego batonika – uśmiechnął się szeroko.


Może to było szaleństwo i głupota z jego strony, ale myślenie o sobie jako o dziadku przez cały dzień nie dawało mu spokoju.
Dziadek? Wujek, to rozumie, od dawna jest wujkiem dla wielu osób, ale dziadek?! I to z ust Yoku? Z takich ust?! Nie, tego ostatniego wcale nie pomyślał.
Postanowił pokazać Yoku, że nie jest takim starym prykiem za jakiego pewnie go uważa i po skończonym spotkaniu, w czasie którego robił wszystko żeby się skupić poszedł do fryzjera i na zakupy. Podciął włosy i z zadowoleniem stwierdził patrząc na siebie w lustrze, że nie ma mnóstwa siwych włosów, ba, nie ma ani jednego. W sklepie spędził trochę więcej czasu, ale w końcu udało mu się kupić parę rzeczy żeby odświeżyć szafę. Przyjechał do domu z kilkoma torebkami i w nowych jeansach, które ubrał w sklepie i stwierdził, że leżą idealnie i on ich nie ściąga.
Wyciągnął wszystkie torby z samochodu i ruszył do domu. Z kuchni dochodziło światło więc chłopcy wrócili i pewnie szykują jakąś kolację, przynajmniej Tenshi szykuje, bo jego syn nie chodził głodny spać.
- Jestem – zawołał ściągając buty w przedpokoju.
- Nafescie – powitało go i głowa Tenshiego, który właśnie wkładał sobie do ust plasterek sera wyłoniła się zza ścianki dzielącej kuchnię od przedpokoju. – Byłeś na zakupach? – przełknął i przyjrzał się ojcu uważnie. – I coś jeszcze ze sobą zrobiłeś – zmrużył oczy.
- Byłem u fryzjera – powiedział kładąc torby na stole.
- Ktoś umarł i szykujesz się na stypę? – zapytał chłopak.
- Nie dobijaj mnie – poprosił z rezygnacją. – Obcinam włosy nie tylko jak ktoś umrze – zauważył – ty byś mógł przestać bać się fryzjera i też się obciąć – spojrzał krytycznie na Tenshiego.
- Ja się nie boję fryzjera! – aż zachłysnął się powietrzem z oburzenia. – Tak się teraz nosi – prychnął, bo co JiWoon może wiedzieć o modzie.
- Dostaniesz zeza – skwitował to wszystko.
- A tobie ta koszulka zafarbuje – odgryzł się patrząc na malinową koszulkę ojca. Odsunął krzesło i usiadł na nim zaczynając zaglądać do toreb.
- Czekaj – powstrzymał go – mam coś dla ciebie, choć nie zasłużyłeś – stwierdził.
- Nowe dvd? – oczy chłopaka zabłysły.
- Nie – uśmiechnął się przebiegle JiWoon. – Tadam!
- Co to jest!?! – Tenshi był gotów zerwać się z krzesła przerażony widokiem koszulki w takim samym kolorze jak jego, tylko nieco mniejsza.
- Dla ciebie – Lio podsunął mu to z uśmiechem.
- Nie będę tego nosił – oświadczył chociaż wziął ją do rąk.
- Bo ma normalny rozmiar niż reszta twoich ciuchów? – zapytał, a Tenshi wydął usta w jedynym ruchu, którym nieświadomie przypominał JaeJoonga.
- Yoku, patrz co mój tatuś wymyślił... – powiedział nagle Tenshi widząc kuzyna wchodzącego do kuchni w towarzystwie Fanty, która z wywieszonym językiem dreptała obok jego nogi. Wystawił w jego stronę koszulkę i czekał krzyk obrzydzenia, a JiWoon nieświadomie robił to samo. Nie chciał usłyszeć krzyku obrzydzenia co prawda, ale czekał na reakcję Yoku.
- Wow, świetnie wyglądasz oji – san... – powiedział pokonując nieśmiałość.
Oji – san? Nadal?!
- W tej koszulce, świetnie? – powątpiewał Tenshi mnąc swoją.
- Bardzo ładna jest, pasuje ci oji – san – uśmiechnął się wesoło i JiWoonowi zrobiło się bardzo miło na widok tego uśmiechu, ale nadal słysząc „oji” czuł się jak stuletni dziadziuś.
- Tenshiemu się nie podoba – zaśmiał się. Nie będzie przecież dramatyzował, dla dziewiętnastolatka jest człowiekiem w stanie rozkładu.
- Widzisz jakie to jest ciasne? – zaprezentował kuzynowi jak małą koszulkę ojciec mu kupił. – A tata wygląda w tym jak sadzonka – dodał zza materiału.
- Przymierz chociaż – poprosił Lio. Wypakuje potem. Teraz musi się czegoś napić. Czegoś co nie jest kawą, bo wypił już cztery dzisiaj.
- Dobra – mruknął i zaczął ściągać z siebie koszulkę i wciskać na plecy malinowy t-shirt. – To jest za... ciasne... – oznajmił gdy już wystawił głowę na zewnątrz.
- Gdzie? Świetnie jest, nareszcie cię widać spod ubrania – stwierdził JiWoon nalewając soku do szklanki, a druga ręką włączając czajnik, żeby zagotować wodę na herbatę.
- Ha ha ha – obciągnął bluzkę na ciele. – To nie jest mój styl. Yoku chcesz tą bluzkę?
- Co? Ja nie...
- Przymierz, jak będzie pasować to sobie weźmiesz – zaczął się z niej wygrzebywać chłopak i podał ją Yoku, który wziął ją co prawda do ręki, ale nie wyglądał na przekonanego do tego pomysłu.
- Przymierz – zachęcił go JiWoon. – U Tenshiego się zmarnuje, skoro tak bardzo mu się nie podoba.
- Tatooo – jęknął Tenshi – nie próbuj wzbudzać poczucia winy.


Yoku wrócił do swojego pokoju po powiedzeniu trzy razy wujowi, że chce herbatę, bo przekomarzając się z Tenshim nie mógł skupić się na jego: chcę.
Położył koszulkę na łóżku. Jemu się podoba. Ma ładny intensywny kolor. Faktycznie przymierzy, chociaż znów czuje się głupio. Tenshi w ciągu ostatnich siedmiu dni wpędził go w dolinę głupoty i zawstydzenia mnóstwo razy. Wiedział, że chłopak robi to nieświadomie i w dobrej wierze, czasem żeby mu pomóc, a czasem, bo po prostu taki jest, ale... Ale Yoku był zbyt nieśmiały żeby powiedzieć czasami, że czuje się niezręcznie.
Ściągnął swoją koszulkę. Malinowa będzie za duża, może faktycznie powinien trochę przytyć zastanowił się i nasunął ją na plecy.
- Świetnie leży – usłyszał i upadł w panice na łóżko. Czemu tak reaguje?
- Wujku chodzisz jak duch – powiedział widząc JiWoona w progu.
- Sorry – zaśmiał się patrząc na niego wesoło.
- Wyglądamy jak bliźniaki – stwierdził Yoku patrząc na ich podobne ubrania.
- Tylko trochę – powiedział wuj rozglądając się po jego pokoju aż Yoku też się rozejrzał. – Herbata gotowa – łóżko, biurko, mała szafka i plakat, który powiesił wczoraj wieczorem. Nic więcej, ale też nie był szczególnie wymagający. W pokoju w domu miał równie mało sprzętów, tylko jedną ścianę zajmowała wielka półka pełna komiksów.
- Pojedziemy jutro do sklepu meblowego – powiedział po chwili JiWoon.
- Po co? – i czemu my? Jutro sobota, nie ma zajęć, ale... nie, nie wuj pewnie mówi o sobie i o Tenshim.
- Musisz sobie umeblować pokój – wyjaśnił wuj.
- Jest umeblowany – uśmiechnął się radośnie Yoku.
- Łóżko, stolik... Yoku, nie mogę pozwolić żebyś tak mieszkał. Jutro jedziemy – zadecydował.
- Ale oji – san, nie musimy, naprawdę... to mi pasuje – zapewnił. Nie może wykorzystywać jego dobroci i tak zwalił mu się na głowę.
- Nie chcę tego słuchać – JiWoon wymownie zasłonił uszy dłońmi. – Jedziemy...
- Ale... – spróbował jeszcze raz.
- Nie ma „ale” – wuj uśmiechnął się najwyraźniej zadowolony z siebie. – Masz tutaj tak pusto, pojedziemy razem i wybierzesz sobie to co ci się spodoba, a teraz chodź na dół, bliźniaczki przyszły z siatką słodyczy.
- Dziękuję, oji – san – nadal nie był przekonany, ale co ma zrobić skoro wuj nie chce go słuchać?
- Yoku – westchnął JiWoon.
Zrobił coś źle?
- Nie mów do mnie oji – san, proszę. Czuję się tak staro – spojrzał na niego błagalnie.