29 września 2010

Rozdział II

- KTÓRY?!rozległo się na całym piętrze i Yulim wypadła z łazienki wprost do pokoju bliźniaków. – Który?! – wrzasnęła jeszcze raz machając czymś w powietrzu, ale żaden z braci nie mógł rozpoznać co ma w dłoni ani czemu krzyczy tak przeraźliwie o godzinie 9.
- Co? – odważył się zapytać Manpei, bo Shinpei miał minę jakby wcale go nie interesowało dlaczego jego siostra jest od rana taka pełna emocji. Wtulił policzek w poduchę i w tej pozycji przyglądał się przedmiotowi w jej ręce, który okazał się czerwoną butelką.
- Co, co? Jakie CO, w ogóle?! – zapytała podniesionym głosem – To ja się pytam, który z was zużył mój żel? Tyle razy wam powtarzałyśmy z Hikari, czarne są wasze, kolorowe nasze?! Daltoniści?! Tusz do rzęs też nam jutro zabierzecie? – spytała z pretensją.
- Właściwie to zastanawiałem się nad pudrem, moja skóra jest taka blada – Shinpei podparł się na łokciu i patrzył na dziewczynę wzrokiem niewiniątka.
- To ty – machnęła w jego stronę butelką i zmrużyła mściwie oczy.
- To ten jeżynowy? – zainteresował się, zdaniem Yulim, bezczelnie.
- Tak – syknęła.
- To ja – skinął głową, że teraz sobie przypomina jak wczoraj pod prysznicem z wielkim trudem wycisnął resztę żelu z butelki.
- Shinpei ty draniu! – rzuciła w niego butelką. – Wylewasz tony swojego i jeszcze z mojego korzystasz, to był mój ulubiony żel!
- Wyluzuj – ziewnął i ułożył się na wznak.
- Nie odzywaj się Manpei – machnęła palcem w stronę drugiego chłopaka, bo wyraźnie chciał się odezwać. – Nie broń swojego braciszka. Jesteś taki sam jak on, pewnie zużyliście go razem! Wyleję wam wasze śmierdzące kremy do sedesu, zobaczycie! – podparła się pod boki, co jak obaj wiedzieli oznaczało, że jest naprawdę wściekła i zwykłe przepraszam nie wystarczy, ale jako jej bracia nie przejmowali się tym zbytnio.
- Idę na śniadanie – stwierdził beztrosko Manpei i minął dziewczynę, która spojrzała za nim groźnie i żałowała, że nie ma pod ręką czegoś czym może rzucić w jego plecy. Cholerny porządek u bliźniaków! W swoim pokoju mogłaby wybierać czym ma go uderzyć.
- To tylko żel – oświadczył Shinpei ziewając po raz kolejny. – Kupisz sobie nowy – on nie widział problemu.
- To była limitowana edycja – warknęła.
- Zawsze tak mówią – prychnął i ułożył się wygodniej na poduszce.
- Ja cię zamorduję – rzuciła się na niego z dzikim ruchem i zaczęła okładać poduszką Manpei, bo na swojej Shinpei wylegiwał się beztrosko, jakby właśnie nie robiła mu awantury. Spróbował chwycić poduszkę, którą go okładała, ale machała nią tak szybko, że miał spore problemy z zobaczeniem gdzie w ogóle jest. Siostra furiatka, wzdychał w myślach. Czemu Hiki tak się nie denerwuje? Czemu Yulim nie może wziąć z niej przykładu?
Chwycił ją za nadgarstki i wygiął żeby puściła w końcu poduszkę, po czym przyciągnął ją do siebie i wgryzł się namiętnie w jej usta.


Wstał jak zawsze wcześnie gdy musiał iść do pracy. Nie narzekał, bo lubił to co robi, więc bez ociągania wstał przemył twarz, ogoli się i zrobił kilka pompek na dywanie przy łóżku. Przyzwyczajenie ze starych czasów. Jae czasem śmiał się z niego gdy je robił, a czasem wychylał z łóżka i obserwował klepiąc go po każdej udanej pompce w pośladki.
Ubrał podkoszulek i stwierdził, że resztę założy później, najpierw kawa i cos do jedzenia. Po obudzeniu pierwsze co poczuł to ogromny głód. Wziął z nocnej szafki szklankę po soku i uśmiechnął się na myśl o spotkanym w nocy Yoku. Słodki z niego chłopak – nie dawał się określić innym słowem, po prostu był słodki i rozczulający z tą swoją nieśmiałością kryjącą się w każdym zakamarku twarzy. Wziął od niego sok i wypił cały mimo, że pomarańczowy nie należał do jego ulubionych.
- Wstałeś już Tensh? – z kuchni dochodziły do niego dźwięki przygotowywania śniadania. Jak na Tenshiego to trochę za wcześnie, korzystał z ostatków wakacji i spał do południa.
- Dzień dobry wuju – zamiast syna zobaczył Yoku, który stał na środku kuchni z miseczka w ręku i teraz patrzył na niego z miną, która mówiła, że nie wie czy ma się uśmiechnąć czy nie. JiWoon ośmielił go i sam się uśmiechnął do tego widoku, bo dawno nie wchodził rano do kuchni, w której ktoś się krzątał.
- Zrobiłem śniadanie – oznajmił Yoku nie wiedząc czy podejść do pieca czy do szafki.
- Nie musiałeś.... – stropił się. – Zrobiłbym coś...
- Ale chciałem – przerwał mu i zarumienił się i teraz tylko bluzka chłopaka z wielkim uśmiechem, śmiała się do niego. – Umiem gotować – zapewnił – mama mnie nauczyła – wyjaśnił i jakby zaraz stropił się za dużą śmiałością dodał już ciszej – zrobiłem japońskie śniadanie. Chcesz? Wuju – dodał szybko.
- Jasne – usiadł na krześle. Na stoliku leżały już trzy maty, zestaw pałeczek i niewielkie miseczki na ryż. – Dawno nikt m nie robił śniadania, wiesz – powiedział odruchowo i spojrzał na chłopaka, który właśnie niósł powoli miskę pełną zupy, a na jego słowa stanął i JiWoon miał wrażenie, że ucieknie.
- Ja... – spojrzał w zupę w miseczce. – Smacznego – położył miskę przed nim i ukłonił się lekko, a JiWoon nie mógł powstrzymać uśmiechu rozbawienia.
- Nie zjesz ze mną? Jadłeś już? – zapytał szybko.
- Nie – przyznał Yoku – jeszcze ryż! Czemu nie mówisz oji*? – zawołał.
- Oji? – zdziwił się.
- Oji – san – poprawił się. - Przepraszam to z rozpędu – zerknął na niego znad miski. Nalał zupy dla siebie i chwycił mocno miseczkę, a do drugiej ręki wziął miskę z ryżem, którą postawił na środku stolika i sapnął zabawnie, jak po dobrze wykonanej robocie.
JiWoon sięgnął po łyżkę w misce i nałożył i jemu i sobie po sporej porcji. Dawno nie jadł śniadania z nikim – uświadomił sobie i zrobiło mu się dziwnie... przykro.
- Oji - san – powiedział znowu Yoku, a JiWoonowi zdołała spodobać się japońska forma wujku. – Powiesz mi jak dojechać do uniwersytetu? – Yoku uniósł miseczkę z zupą i przysunął ją do ust, tak że na Lio patrzyła teraz para ciemnych oczu spod jasnej grzywki.
- Zawiozę cię – chwycił pałeczki.
- Nie, nie musisz – zaczął intensywnie kręcić głową. – Nie chcę robić kłopotu – i tak uważał, że zajmując im pokój robi kłopot. Wuj i Tenshi mieli swoje życie i swoje przyzwyczajenia, a on wdarł siew ich spokój. Może po rozwodzie JiWoona z wujem Jae jest tym bardziej kłopotem? Przypomina mu dawny związek i...
- Nie jesz? – usłyszał i drgnął, i jednym haustem wypił zupę. – Dobra? – wuj śmiał się do niego wesoło miedzy jedną porcją ryżu a kawałkiem ryby, która Yoku pokroił na kwadraty i prostokąty, w kółka się nie dało.
- Sam robiłem – powiedział. I był dumny z zupy, bo wyszła smaczniejsza niż się spodziewał. – Przepraszam – nie powinien się przechwalać...
- Za co. Pyszna była – zgodził się. – Lepsza niż kanapki, które zazwyczaj jem – dodał. – Mogę jeszcze? – zapytał.
- Jasne – Yoku rozpromienił się i było mu z tym radosnym uśmiechem tak do twarzy, że Lio zamiast wstać i pójść nalać sobie zupy, pozwolił żeby chłopak zabrał mu miskę i podszedł szybko do garnka.
- Yoku...
- Siedź oji – san – poprosił, a w tym samym momencie z tupotem stóp i szczekiem na dzień dobry wpadła Fanta. Zrobiła kółko między meblami w kuchni, obwąchała nogę Yoku, a następnie jego po czym podbiegła do swojej miski i zaczęła łapczywie pić wodę. Takie zachowanie oznaczało jedno – Tenshi wstał.
I rzeczywiście, po chwili na schodach pokazały się bose stopy, potem fragmenty piżamy w kratkę, a potem reszta chłopaka.
- Cześć tato – powiedział zaspanym głosem. – Ohayo Yoku! – dodał głośno widząc kuzyna.
- Ohayo Tenshi - kun – odparł, ale cicho i spokojnie, a Lio poczuł się nagle jak ojciec patrzący na dwóch synków, a nie na jednego, z którego zaraz spadną spodnie od piżamy. Eh...
Poprawił je nonszalancko i spojrzał na stół.
- Co jemy? – przyjrzał się nieufnie kawałkom rybi i wziął plasterek. – Smaczne, zamówiliście? – gryząc ruszył w stronę lodówki.
- Yoku zrobił – wyjaśnił JiWoon upijając ciepłej zupy. Pycha. Miał ochotę poprosić Yoku żeby co rano robił jakiś japoński przysmak.
- Umiesz gotować? – Tenshi spojrzał na kuzyna z podziwem, jakby właśnie wyciągnął królika z kapelusza.
- Trochę – przyznał Yoku zjadając mały kawałek ryżu.
- Zjem ryż i rybę, ale nie chcę zupy sorry, ale ona wygląda podejrzanie, drugie sorry – oznajmił zaglądając do garnka, a jedną ręką przytrzymując drzwi lodówki. – Tato zjadłeś wczoraj cały ser? – jęknął, a Yoku parsknął śmiechem.
- Sera nie ma od trzech dni – zapomniał kupić.
- Wydawało mi się, że był – podrapał się po głowie, a piżama znowu zsunęła się niebezpiecznie z jego bioder.
- Tak.
- Nie.
- Co ci się przewidziało... Cześć! – zawołała nagle cała czwórka bliźniąt.
- O, duplikaty przyszły – Tenshi zamknął lodówkę trzymając w jednej ręce kawałek kiełbasy, a w drugiej butelkę ketchupu.
- Podciągnij gacie – poradził jeden z bliźniaków i usiadł obok JiWoona. Yoku nadal nie wiedział, który jest który, jedynie bliźniaczki mógł rozpoznać, bo Hiki miała długie włosy związane teraz w kok, a Yulim krótką fryzurkę. – Co jecie? – chłopak zajrzał wujowi w talerze.
- Hyung zrobił japońskie śniadanie – odparł Tenshi składając kanapkę obficie polaną ketchupem, w którą wgryzł się z impetem. – Zaraz – mruknął do Fanty, która patrzyła na niego błagalnie siedząc tuż przy jego nogach i machając ogonem.
- Mogę spróbować? – bliźniak wziął pałeczki i rzucił się na ostatnie kawałki ryby.
- Wy jedźcie, a ja lecę do pracy. Yoku, zabiorę cię na uni...
- Czekaj! – zawołała Hikari i... bliźniak.
- Co jest? – JiWoon zamarł w połowie drogi do zmywarki. Tenshi spojrzał na przyjaciół gryząc kanapkę i wsypując do miski uradowanej Fanty suchą karmę.
- Chcemy jechać z tobą – powiedział chłopak.
- Możemy? – dodała Hiki i spojrzała błagalnie na wuja.
- Pewnie, a wy nie? – spojrzał na drugą parę bliźniąt, bo dziwne było gdy nie robili wszystkiego razem. Yoku zabrał mu talerz w ręki i zaczął upychać w zmywarce, najwyraźniej czując się bezpiecznie robiąc coś takiego niż stojąc w tłumie wciąż obcych mu jeszcze osób.
- W taki upał – prychnęła Yulim – ja się będę opalała.
- A ja korzystał, że mam wolny pokój – uśmiechnął się szeroko drugi z bliźniaków... a może pierwszy?

- Czy to nie trochę dziwne? – zapytała Yulim gdy na chwilę oderwali się od siebie. – Całować się z bratem? – spojrzała na Shinpei pytająco.
- Technicznie rzecz biorąc – mruknął chłopak całując ją lekko w usta – nie jesteśmy rodzeństwem.
- Wiem, ale... z resztą – stwierdziła Yuli i wtuliła się z powrotem w jego wargi.
Zawsze uważała, że samo się zaczęło, bo nie mogła zaleźć momentu, w którym sama zdałaby sobie sprawę, że Shinpei podoba się jej nie jak brat, ale jak chłopak.
Leżeli któregoś dnia, całkiem sami w domu, bo każdy miał swoje zajęcia, i słuchali muzyki o czymś rozmawiając i od słowa do słowa, od przekomarzania do przekomarzania. Przeszło do pocałunków i żadne nie umiało tego skończyć. Wieczorem leżąc w łóżku z bijącym niesamowicie szybko sercem, nie zastanawiała się czy to było dobre czy złe, ale że było niezwykle przyjemne i czy Shinpei da się jeszcze namówić na powtórkę. Na szczęście nie musiała długo się nad tym zastanawiać, bo Shinpei sam kiedyś przyciągnął ja do siebie gdy mijali się na korytarzu i przez długą chwilę całował ją namiętnie, aż nogi uginały się jej w kolanach.
Ręka Shinpeia przesunęła się z szyi na jej plecy i pas i dotykała powoli jej cienkiej koszulki, co jakiś czas mnąc materiał i chłopak był coraz bliżej i bliżej, a Yulim obejmowała go mocno za szyje i ściskała w dłoniach jego włosy. Chłopak przycisnął ją mocniej do siebie, a jego dłoń powędrowała szybko pod jej bluzkę, ale nie miała ochoty mówić mu żeby przestał, było jej dobrze z jego dotykiem na skórze i cały czas chciała go więcej. Przycisnęła się jeszcze ciaśniej, wyrywając z jego ust mruknięcie. Przesunęła nogą po jego nodze, powoli wsuwając ją między jego nogi, a dłoń Shinpeia posuwała się wzdłuż jej pleców. Poczuła, że zapięcie stanika puściło bez oporu pod jego palcami, ale jeszcze nie miała ochoty powiedzieć nie.
Jęknęła cicho i wsunęła mu język głębiej do ust, a w tym samym momencie dłoń Shinpeia, jakby jej ruch był przyzwoleniem wsunęła się pod materiał stanika i zaczęła dotykać jej piersi. Momentalnie fala gorąca uderzyła jej do głowy.
- Masz doświadczenie, co? – mruknęła na chwilę odrywając się od jego ust.
- Za dużo mówisz – zaśmiał się cicho Shinpei, a jego dłoń zastygła na jej piersi i ciepłe palce wyczuwały drżenie delikatnej skóry. W tej chwili Shinpei pragnął bardziej niż mógł przewidzieć zrobić coś więcej, ale z Yulim nie chciał posuwać się nigdzie za szybko ani bez jej wyraźnej zgody.
Jej dłoń przesunęła się z jego szyi na klatkę piersiową i przez chwilę mierzyli się wzrokiem nic nie robiąc, chociaż Yulim wysuwała koniec języka i sunęła nim po wargach doprowadzając Shinpeia do nagłego gorąca w całym ciele. Przygryzł czerwone wargi, po czym wgryzł się w usta dziewczyny. Nie może tylko patrzeć! Wsunął język na jej podniebienie masując je delikatnie i zacisnął palce lekko na jej piersi, a Yuli jęknęła wprost w jego usta.
- Podoba ci się? – szepnął.
- Przecież – sunęła górną wargą po jego policzku czując całą sobą jego drżenie – wiesz... – wyszeptała trafiając w końcu w jego usta, którym Shinpei poddał się z przyjemnością. Przesunął dłoń z jej piersi na brzuch, czując niemal jak całe ciało Yuli krzyknęło żeby ręka została tam gdzie była, i chwycił krawędź jej bluzki, podsuwając ją wyżej, następnie zdecydowanym ruchem wrócił na opuszczoną pierś. Yulim przylgnęła do niego brzuchem, sama wsuwając swoje palce pod jego koszulkę.
Miał ochotę przewrócić ją na plecy podwinąć koszulkę, zostawić jej usta i całować i dotykać jej biustu, który napinał się pod jego palcami i samym tym sprawiał mu przyjemność. Noga Yulim zaciskała się coraz mocniej wokół jego ud i oboje czuli, że ta pozycja przestaje być wygodna i Yulim odruchowo przewróciła się na plecy ciągnąc za sobą chłopaka. Jedną dłoń miała teraz pod jego koszulką, a drugą na szyi i co jakiś czas ciągnęła go za kosmyk włosów opadających na kark, gdy ich pocałunki stawały się coraz intensywniejsze. Teraz jest wygodniej stwierdził Shinpei. Noga Yulim nadal znajdowała się pomiędzy jego, ale w o wiele lepszej pozycji. Przesunął dłońmi po brzuchu dziewczyny, sunąc w górę i podparł się na dłoni, wciąż nie odrywając od jej ust.
Czy to co do niej czuje jest chore? Nigdy nie chciał być z żadną dziewczyną tak blisko jak z nią, tylko....
Oderwali się od siebie i jak na komendę spojrzeli w drzwi. Odkąd zaczęli całować się po kątach stali się niezwykle wyczuleni na wszelkie kroki, które mogłyby ich nakryć.
Dźwięki nasiliły się, więc poderwali się na łóżku i Shinpei zaczął obciągać koszulkę, a Yulim męczyła się przez chwilę ze stanikiem, a nie mogąc go zapiąć ściągnęła cały i rzuciła za łóżko. Obciągnęła koszulkę i poprawiła włosy i w tym samym momencie do pokoju wszedł Changmin.
- I wtedy ona mi powiedziała – zaczęła Yuli - że takim tonem mam do niej nie mówić, rozumiesz coś z te... o cześć tato – uśmiechnęła się do ojca jak gdyby nigdy nic.
- Jeden dom, a trudno was znaleźć – stwierdził tata Changmin. – Shinpei chciałeś ze mną jechać, nie pamiętasz?
- Pewnie nie pamięta – przewróciła oczami Yuli.
- Więcej miałeś mi pomóc, ojcu – oznajmił, a Shin westchnął zrezygnowany.
- Dobra, dobra – mruknął.
- Słońce – Changmin spojrzał na córkę – wyciągnij coś na obiad, dobra?
- Do niej słońce, a do mnie ewentualnie synuuu? – oburzył się chłopak.
- Wolałbyś córko? – ojciec uniósł jedną brew i Shinpei stwierdził, że nie będzie z nim dyskutował w taki sposób.

Poprawiła pościel na łóżku chłopaków i poszła do siebie, najkrótszą droga – przez łazienkę – która łączyła dwa pokoje.
Tak, spojrzała z przyjemnością na znajomy rozgardiasz. U chłopaków był porządek tak sterylny, że wchodząc tam, nikt nie wierzył, że właściciele mają nierówno pod sufitem. Schowała bluzki wiszące na krześle do komody i opadła na łóżko. Położyła sobie poduszkę w kwiatki na brzuchu i przesunęła palcem po dekolcie aż na pierś, którą jeszcze przed chwilą dotykał Shinpei.
- Shin – szepnęła i wsunęła poduchę pod głowę zaczynając machać nogami zwisającymi z łóżka.
Pierwszy raz w życiu kogoś tak pragnęła. Parę randek z kolegami ze szkoły dawno temu czyli w zeszłym roku nie miało znaczenia, odkąd miesiąc temu pierwszy raz całowała się z Shinpeiem pragnienie żeby być obok niego, z nim, całować go, dotykać i być przez niego całowaną i dotykaną narastało w niej i narastało. Żeby tak któregoś dnia ten dom był pusty, powiedziałaby mu, że...
- Yulim idiotko – zbulwersowała się własnym myśleniem. Chciałaby, bardzo by chciała, żeby pocałunki zmieniły się coś więcej i chciała móc powiedzieć Hikari, że chce. Ale wolała nie myśleć co powiedziałaby siostra słysząc o niej i Shinpeiu, tak jak Shin nie chciał usłyszeć co powiedziałby Manpei i oboje nie chcieli wiedzieć jak zareagowało by ich rodzeństwo. Ostatecznie wychowywali się we czwórkę jako rodzeństwo, ale biologicznie nim nie byli, wiec odpadał im problem... ale pewnie stwierdziliby, że to chore i dziwactwo. Przewróciła się na bok i zetknęła nosem z misiem.
- Ale ja go chcę – szepnęła maskotce prosto w pluszowe usta.

*oji - z japońskiego: wuj

28 września 2010

Rozdział I

Tenshi wpatrywał się w gigantyczne okno, otwierające się na liczne pasy startowe, po których krążyły samoloty albo dopiero lądujące, albo zaczynające swój lot, a JiWoon po raz kolejny spoglądał na tablicę z lotami żeby upewnić się, że samolot z Osaki wyląduje dokładnie o 14:30. Sprawdzał to i rano, i po śniadaniu i gdy tylko weszli w obręb lotniska, i Tenshi powtórzył mu to kilka razy. Nie był przewrażliwiony, ale nie chciał żeby Yoku przez jego nieuwagę siedział w poczekalni i zastanawiał się czy w ogóle pamiętali o jego przyjeździe.
Jego syn znudził się obserwacją ogromnych maszyn i podszedł bliżej obracając w dłoni komórkę, którą oczywiście zaraz otworzył i wystukiwał coś w niezwykłym tempie.
- Zaraz powinien być – powiedział cicho, a Tenshi mruknął tylko: mhm, i pisał dalej.
- Jest tu kosz – odezwał się pierwszy raz od dawna w poszukiwaniu pojemnika, do którego mógłby wyrzucić gumę miętoszoną w ustach. Nie wypatrzył jednak żadnego i nadal żuł jednocześnie wpatrując się w telefon. Odkąd Tenshi przestał być małym słodkim chłopcem i stał się nieco mniej słodkim nastolatkiem coraz bardziej przypominał mu zmarłego brata i siebie przy okazji.
Chłopak zamknął klapkę telefonu i wsunął go razem z dłonią do kieszeni szerokich spodni.
- Czy ty nie masz czegoś co z ciebie nie spada? – zapytał spoglądając na jego ubranie z dezaprobatą. Co z tego, że kolory były fajne, skoro wszystko zwisało z niego jak z wieszaka?
- Schudłem – powiedział tylko znów wyciągając komórkę, bo zabrzęczała w jego schowanej dłoni.
- Bo jesz tylko kuksu – przypomniał.
- Ty też – zauważył poprawił spadające na oczy kosmyki włosów.
- I nic na mnie nie wisi – zauważył spoglądając na swoje jeansy.
- Może hormon chudnięcia ci zanikł – zasugerował Tenshi z lekkim uśmiechem w kącikach ust, a JiWoon pokręcił głową z niedowierzaniem, że to jego synek był kiedyś słodkim malcem.
- To on? – zapytał szturchając syna, gdy z wyjścia F jak było napisane nad drzwiami zaczęli wychodzić ludzie z samolotu z trasy Osaka – Seul.
Tenshi obrzucił wychodzących znudzonym spojrzeniem i nadal coś klepał na klawiaturze i w tej chwili Lio miał ochotę i jego klepnąć. Miał mu pomóc, a nie grać w głupie gierki.
- To on? – powtórzył chwytając go za ramię
- Tatoo, skąd mam wiedzieć? – jęknął.
- Ciotka przysłała ci zdjęcie – przypomniał. Mógł poprosić MaMey żeby przesłała mu na maila fotki swojego syna, bo teraz zaczynał się zastanawiać czy uda im się rozpoznać, czy odbierze właściwą osobę. Mogli jednak zrobić transparent z jego imieniem.
- Czekaj – Tenshi zaczął szperać w telefonie i po chwili zerkał raz na ekran, raz na drzwi i wychodzących stamtąd ludzi, który wyglądali jak zbita masa złączona ze swoimi walizkami i JiWoon starał się wypatrzeć jakiegoś młodego chłopaka, który będzie... właśnie jaki? Tenshi pokazywał mu zdjęcie, ale tydzień temu i nie zapamiętał jego wyglądu dokładnie lub przejęty nowym kontraktem i pracą nad nim mruknął tylko: aha.
Wzrok Tenshiego nadal sunął od zdjęcia do tłumu.
- To on? – spytał zniecierpliwiony JiWoon gdy spojrzenie syna zatrzymało się na kimś na dłużej.
- OHAYOOO! – wrzasnął nagle chłopak i ruszył do przodu, a JiWoon za nim, bo co prawda jeszcze nie wiedział do kogo jego syn woła jedynym japońskim słowem jakie pamięta, ale miał przed sobą zdjęcie Yoku, to może już go dostrzegł. – Ty jesteś Yoku? Han Yoku? – wypytywał chłopca, który stał przed nim kompletnie zaskoczony i na widok, którego JiWoon najpierw parsknął śmiechem, a po drugim spojrzeniu już nie było mu zabawnie. Chłopak nie musiał odpowiadać, to był Yoku. Niemożliwe, żeby ktoś obcy był tak podobny do JaeJoonga.
- Tak – chłopak speszony ściskał pasek plecaka coraz mocniej i mocniej.
- Jestem Tenshi, twój kuzyn – uściślił uśmiechając się wesoło.
- Cześć...
- Tato – zawołał na niego Tenshi, co znaczyło tyle samo co: nie ociągaj się.
- Cześć Yoku, dobrze, że jesteś – podszedł bliżej, nie wierząc, że to prawdziwa postać Yoku. Miał wrażenie jakby przeniósł się do przeszłości i Jae właśnie robi mu głupi żart nie poznając go i udając kogoś innego.
- Wuju – Yoku zgiął się w pół w głębokim ukłonie, a JiWoon nagle poczuł się głupio. Nie wiedział czy od tego ukłonu niemal do podłogi czy słowa wuj z ust, które wydawały się takie znajome.
- Cześć, cześć – poklepał go po ramieniu.
- Weźmy bagaże i jedźmy co – zaproponował Tenshi. – Jestem strasznie głodny – dodał zaplatając ręce za głową.
- Nie musieliście przyjeżdżać – zawstydził się Yoku i JiWoon pomyślał, że to słodkie.
- Nie żartuj. Obiecałem Jae się tobą zajmiemy – powiedział i popchnął go lekko w stronę ruchomego pasa, po którym wolno sunęły walizki i torby.


W czasie jazdy do domu wuja JiWoona zdał sobie sprawę, że polubi Tenshiego. Wyjeżdżając do Seulu na studia zastanawiał się jak to będzie nie tylko z nauką, obcym miastem i ludźmi, ale też mieszkaniem u Lio. Niby jego wuj, a przecież nie znali się, nie widzieli od trzynastu lat i byli dla  siebie obcymi ludźmi, z Tenshim tak samo. Pamiętał go ze zdjęcia w salonie, które w kolorowej ramce stało wśród innych, które na komodzie ustawiała jego mama, ku niezrozumieniu ze strony jego starszej siostry, która uważała, że to zawalanie i marnowanie przestrzeni.
Bał się, że jak razem zamieszkają będzie im przeszkadzał. U wuja JaeJoonga czułby się inaczej, mniej niepewnie, że jest gościem tylko z grzeczności, w końcu wuj Jae był bratem jego mamy. Lecz skoro już tak wyszło, mógł być jedynie wdzięczny, że wuj JiWoon zgodził się przyjąć go do siebie.
Przez całą drogę Tenshi coś mówił, niekoniecznie do niego, bo pomysły Yoku na to co powiedzieć skończyły się gdy wujek zapytał co u jego rodziny, a on odpowiedział mu, że wszystko dobrze. Rodzice zdrowi, Hotaru nadal studiuje, młodsze siostry są wciąż słodkie i urocze, a on? U niego wszystko w porządku. Nie przywykł do mówienia o sobie i zawsze na to pytanie miał odpowiedź, że dobrze i w porządku, licząc że nikt nie wpadnie na pomysł zadawania mu dalszych pytań.
Westchnął cicho i wyjrzał za okno. Jechali trasą okalającą Seul i z wysoko umieszczonej drogi mógł podziwiać całe miasto, zdecydowanie większe od Osaki. Mastudzie by się to spodobało, uwielbiał takie giganty, on też lubił duże miasta, ale cieszył się, że mieszka na obrzeżach Osaki i ma choć trochę spokoju gdy wraca do domu.
Pomyślał tęsknie o przyjacielu, bez niego będzie mu ciężko w nowym świecie.
Co on najlepszego zrobił? – wyrzucał sobie w myślach, jednym uchem słuchając Tenshiego, który coś mówił, na szczęście do wuja. Po co pchał się na tę wymianę, po co słuchał, że to fajne, można się wiele nauczyć, a uniwerek w Seulu jest świetny i to mu pomoże w przyszłości. Dlaczego zawsze musi kogoś posłuchać?
- Wszystko w porządku Yoku – wuj zerknął na niego zaniepokojony.
- Tak, jestem tylko zmęczony – uśmiechnął się i postanowił nie wyglądać jak dziecko siłą wywiezione na kolonie.
- Jeszcze piętnaście minut – oznajmił Tenshi i otworzył telefon, co Yoku poznał po cichym brzęku klapki rozsuwanej w ciągu godzinnej jazdy z niezwykłą częstotliwością.

Nie pamiętał domu wujów. Nie umiał sobie nawet przypomnieć czy kiedykolwiek tu był, ale teraz z plecakiem na ramieniu i niewielkim kartonem w dłoniach stał i patrzył się na jasnożółty budynek.
- Podoba ci się? – wuj stanął obok i uśmiechnął się do niego jakoś tak... dziwnie.
- Bardzo – przyznał zgodnie z prawdą i pokiwał głową.
Wyobrażał sobie jego dom, jako coś niezwykle nowoczesnego. Sam nie wiedział – szklane ściany, ascetyczne wnętrza, ogród z kamykami i zero trawy – zamiast tego stał przed domem, który na pierwszy rzut oka wydawał się przytulny. Dwupiętrowy z niewielkim gankiem i garażem, pod który podjechali.
Tenshi wyszedł z samochodu i podciągnął spodnie.
- Załóż coś mniejszego – westchnął JiWoon pomagając mu z walizkami, a Yoku uśmiechnął się do kuzyna, który mocniej zacisnął pasek.
- Wtedy nie byłbym stylowy – powiedział zerkając na ojca.
- Teraz jesteś jak wielki worek – Yoku uśmiechał się wesoło słysząc przekomarzania ojca i syna. W swoich wizjach, wyobrażał sobie, że po rozpadzie rodziny są mniej swobodni i pogodni. Nie spodziewał się depresji któregoś ani spazmatycznych płaczów, ale miał inne wyobrażenie o tym jak człowiek zachowuje się po rozstaniu z kimś z kim był kilka lat. Chociaż, co on może wiedzieć, nigdy nie był w żadnym związku.
- Dam radę wuju – chciał wyrwać mężczyźnie torbę z ręki, ale powstrzymał go szybkim ruchem.
- Otworzę wam – oznajmił Tenshi wymigując się od pomocy ojcu.
- Zostaw – popchnął go w stronę ganku – chcę ci pomóc – dodał czując się dziwacznie beztrosko. Zabawne jakby w jednej sekundzie ubyło mu lat, musi mieć dzisiaj naprawdę dobry dzień skoro tak się czuje.
- Jesteśmy Fanta, leć na dwór – Tenshi czekał na nich przy otwartych drzwiach jednocześnie przemawiając do jamnika, który skakał przy jego nogach, a wyczuwając jego i Lio rzuciła się w ich stronę z szalonym, radosnym szczekiem.
Yoku lubił zwierzęta, ale nie do końca był przekonany do psów mniejszych niż jego golden, chociaż Fanta wyglądała na pociesznego zwierzaka, który po okręceniu się parę razy w koło pobiegł w przeciwną stronę niewielkiego ogródka.
- Nareszcie – ledwo weszli i Yoku zdołał rozejrzeć się po pomieszczeniu, przywitał ich dziewczęcy głos.
- Czekamy i czekamy – dodał... ten sam lub niezwykle podobny.
- Nie tak łatwo wrócić z lotniska – oznajmił Tenshi wchodząc do kuchni i wybierając z kosza na owoce wielkie jabłko, a Yoku zamrugał kilka razy powiekami i mocniej ścisnął trzymany w ręku karton. Widzi podwójnie, poczwórnie niemal.
Odetchnął głęboko. Spokojnie Yoku, to wynik stresu, ciśnienia w samolocie, nowego domu, wcale nie widzi dwóch identycznych chłopaków i dwóch identycznych dziewczyn.
- Nie zwariowałeś – uśmiechnął się jeden z klonów. – Jesteśmy bliźniętami.
- Nie żartuj – doszedł do siebie. Fakt, przecież to oczywiste.
- Shinpei – podszedł do niego szybko i podał mu rękę. – Manpei – drugi pojawił się tuż obok i Yoku już dostawał oczopląsu.
- Hikari – jedna z dziewczyn zeskoczyła ze stołka i z rękami na plecach podeszłą do niego uśmiechając się radośnie, aż musiał odwzajemnić ten gest.
- I Yulim – Tenshi przedstawił drugą bliźniaczkę, która zsunęła się z blatu stołu, na którym siedziała.
- Jesteś słodki – oświadczyła stając obok siostry. – Prawda Hiki? – objęła siostrę za szyję, a jeden z bliźniaków spojrzał na nie z dezaprobatą.
- Siostry – mruknął, a Yoku nie miał pojęcia, który jest który.
- Serio, jesteś uroczy – uśmiechnęła się wesoło Hikari.
- I nie wyglądasz na Japończyka – któryś z bliźniaków postukał się palcem w brodę i przyglądał mu uważnie.
- To przez jasne włosy – dodał drugi również obserwując go uważnie.
- Właśnie to jest takie super – oznajmiła Yulim, tonem mówiącym, że jak któryś z braci zaprzeczy to będzie musiał z nią mieć do czynienia.
- Dajcie mu spokój, bo będzie chciał wrócić do Japonii – wtrącił się JiWoon, który dopiero wszedł do domu ściskając w jednej dłoni torbę, a druga zamykając drzwi.
- Czy to znaczyło: idźcie sobie, wuju? – zapytał jeden z bliźniaków.
- Ładnie – pokiwała głową bliźniaczka.
- A my ci tego grillowanego kurczaka pilnowaliśmy – dodała druga.
- Choć teraz wygląda mało smacznie – dodał drugi z chłopaków, a może pierwszy. Yoku stał przed nimi skołowany.
- Yoku dopiero przyleciał – uśmiechnął się do niego wuj, a on spuścił oczy jeszcze bardziej na swoje kolorowe buty – dajcie mu odetchnąć, za kurczaka dziękuję, a teraz idźcie przeszkadzać ojcom, bo zapomną, że mają dzieci.
- Słyszeliście co tata powiedział – zaśmiał się Tenshi wciąż gryząc wielkie jabłko.
- Dobra, dobra – westchnął bliźniak.
- Ale tracicie nasze cenne towarzystwo – dodał drugi.
Yoku patrzył jak cała czwórka wychodzi, rzucając do siebie jakieś kilka słów i poszturchując się wzajemnie i nie wierzył, że to możliwe. Dwie pary bliźniąt na powitanie to coś czego jeszcze nie widział, tak naprawdę nie miał w życiu do czynienia z bliźniakami.
- Jest szansa, że będą nosić plakietki z imionami? – zapytał nieśmiało.


Pogłaskał malutki listek drzewka bonsai. Yoku przyniósł je kilka minut temu do kuchni i z nieśmiałą miną, która zaczęła go tak rozczulać postawił doniczkę na blacie i powiedział, że to prezent. Zdążył tylko powiedzieć dziękuję, bo przyszedł Tenshi z głośnym krzykiem:
- Yoku, chodź pomogę ci się rozpakować – i zabrał chłopaka do jego nowego pokoju, a Lio poszedł do swojego gabinetu i ustawił roślinkę na biurku. Miał nadzieje, że nie ususzy jej za szybko. Nie miał ręki do kwiatów, dlatego nie było ich w domu więcej niż dwie niewielkie skrzynki na balkonie. Jae kiedyś hodował w salonie kilka kwiatów, jeden podobno miał świecić w ciemności, ale chociaż spędzili przy nim długie godziny z wyłączonym światłem, nic nigdy nie błyszczało na roślinie. Jae siadał wtedy naprzeciwko rośliny, wydymał usta i pytał ją:
- Dlaczego?
JaeJoong... dawno już nie myślał o ich przeszłości. Nalał małemu drzewku wody.
Nie miał do Jae żalu, że go zostawił i to dla Yunho.... Gdy usłyszał z ust męża, że ma romans i to nie jest zwykła przelotna przygoda i chce odejść, nawet nie poczuł żalu, zgodził się bardzo szybko uważając, że faktycznie między nim, a Jae nie ma już jakiejś szczególnej pasji, namiętności, miłości za to jest dużo przyzwyczajenia do bycia razem. Jae mówił długo, że to jego pracoholizm, nie zwracanie uwagi i bla bla bla i po tym gadaniu JiWoon poczuł się wściekły. Tak jakby JaeJoong nie wiedział z czym wiąże się własna firma, jasne, że pracował, ale ktoś musiał utrzymywać dom i rodzinę. I w czasie chwilowej separacji gdy Jae już się wyprowadził i po rozwodzie JiWoon przeżył wszystkie fazy wściekłości i irytacji na męża, i byłego męża. Nie miał dla niego i dla Tensha dużo czasu: spotkania, firma, ale lubił się tym zajmować. Najpierw wszystko wydawało mu się normalne, później, gdy o tym myślał po rozwodzie widział, że normalnie nie było. Nie rozmawiali, nie wygłupiali się jak kiedyś, nie siedzieli przytuleni, nie kochali się, a przynajmniej robili to rzadko. Jae próbował kilka razy uwieść go kolacją, kąpielą przy świecach, ale stopniowo przestał, a gdy zorientował się, że dla Lio noce z nim są często tylko rozładowaniem stresu po całym dniu przestali w ogóle. Potem dowiedział się, że w tym samym czasie jego romans z Yunho zaczął się na dobre. Nie wiedział czy bardziej był wściekły na to, że Jae go zostawia, czy na to, że dla Yunho. Zawsze wiedział, że między nimi przyjaźń jest inna niż między Jae i Changminem. Gdyby JaeJoong zdradził go z Channiem byłby zaszokowany, ale po tym co zrobił miał ochotę powiedzieć: wiem, zawsze wiedziałem, tylko po co do cholery tyle lat byłeś ze mną? Ale tego nie powiedział. Rozwiedli się spokojnie, bez kłótni, popisów, podzielili między siebie to co przez dwadzieścia kilka lat było wspólne i ustalili, że Tenshi zamieszka z nim. Gdyby chciał pozwoliłby mu zamieszkać z JaeJoongiem, ale Tenshi stwierdził, że nie chce mu się przeprowadzać i do taty Jae będzie wpadać. Jak na czternastolatka, którym był w momencie ich rozwodu przyjął to całkiem dobrze.
Zostawił roślinkę w spokoju, bo zagłaszcze jej liście na śmierć. Sięgnął po paczkę papierosów lezących na biurku i podszedł do otwartego okna, z którego popłynęły po chwili smużki dymu. Skłamałby mówiąc, że nie brakowało mu Jae, przynajmniej w pierwszych miesiącach. Nie czuł do niego tego co dawniej, ale bycie z kimś tyle lat doprowadza do wielu przyzwyczajeń. Brakowało mu dawnego Jae, nie tego z którym mieszkał ostatnie dwa lata, ale tego szalonego chłopaka, który wchodził do pokoju, siadał na biurku i gadał o czymś dziwnym, który gotował coś pysznego ubrany tylko w stringi, przynajmniej póki Tensha nie było z nimi, brakowało mu nocy z nim. Po rozwodzie spędził kilka nocy z kobietami, których teraz nawet nie kojarzył i jedną czy dwie z facetami, którzy przez jego wytwórnię chcieli zrobić karierę, ale to nie było to. Uprawiał z nimi seks, ale nie byli Jae, nie mieli jego zapachu, jego skóry, jego ciepła, nie rozchylali ust jak on, dziwił się, że myślał o JaeJoongu w takich chwilach najbardziej, ale nie mógł nic na to poradzić.
Strzepnął popiół do popielniczki, która zawsze stała na parapecie.
Po co dzisiaj o tym myśli? To przez Yoku, uśmiechnął się na myśl o chłopaku, jest taki podobny.
- Tato co z tym kurczakiem? – Tenshi pojawił się nagle w progu i uwiesił framugi kiwając na niej w przód i w tył. – I tak już wygląda jak bełt, ale jeszcze da się zjeść – zauważył.
- Wyciągnij talerze – polecił zamykając okno.
- Znów ja – westchnął chłopak jakby odwalał w domu całą brudną robotę.
- Ja tego kurczaka kupiłem – przypomniał.

- Ja ci wszystko pokażę Yoku – oznajmił Tenshi przełykając dużą porcję chleba i zaczął wycierać tłuste ręce w papierową serwetkę. – To się tylko wydaje końcem świata, ale nie jest tak źle – uspokoił gdyby kuzyn był przestraszony, że mieszka tak daleko od centrum i nie będzie mógł swobodnie, w każdej chwili wyjść na miasto. – Metro jest blisko, znośne sklepy też blisko... Mogę ciastko? – zapytał patrząc łakomie na leżące na talerzyku ciastka z wróżbą, które Yoku przywiózł ze sobą.
- Bierz – podsunął mu je ojciec.
- Ty też weź wujku – powiedział Yoku, a tata wziął swoje ciastko chociaż niedawno stwierdził, że jest za stary na słodycze i nie powinien ich jeść. – Dziękuję wuju, że mogę u was mieszkać – powiedział po raz trzeci czy czwarty dzisiejszego dnia obracając w dłoni niewielkie ciacho, które Tenshi zdołał już rozdzielić na dwie połowy i wyciągnąć karteczkę.
- Daj spokój – JiWoon machnął ręką i złamał swoje na dwie części. – To nie żaden kłopot, u Jae nie miałbyś tyle miejsca, a i w centrum miasta nie jest najciekawiej – stwierdził krzywiąc się lekko i rozwinął kawałek papieru z wróżbą.
- Co masz? – szturchnął go Tenshi.
- „Bądź uważny” – przeczytał marszcząc nos. Co to, zapowiedź wypadku? – A wy? – spojrzał na chłopców.
- „Długa podróż odmieni twoje życie, rozglądaj się dobrze wokół siebie” – przeczytał Yoku spoglądając na niego dużymi oczami, jakby JiWoon miał mu wyjaśnić co to znaczy.
- Tenshi...
- „Bądź miły dla innych, a odpłacą ci się tym samym” – przeczytał ze skrzywioną miną. – Pierdoły – powiedział. – Za co? – oburzył się gdy JiWoon pacnął go w głowę.
- Za pierdoły – wyjaśnił spokojnie i wziął do ręki kromkę chleba czosnkowego. Nie miał wielkiego pomysłu na kolację dla gościa, a propozycja Tenshiego żeby zamówić sushi albo pizzę wcale mu nie pomogła.
- Wezmę jeszcze jedno – oświadczył i sięgnął przez cały stół po talerz, a Yoku uśmiechał się lekko i JiWoon zastanawiał się jakim cudem, rok różnicy między tymi chłopakami sprawia, że są tacy różni od siebie. – „Bycie miłym popłaca. Świat staje się piękny gdy żyjesz w zgodzie z nim” – przeczytał i westchnął wymownie, ale już nic nie powiedział. Zmiął papierek w kulkę i wrzucił między kości z kurczaka fantazyjnie leżące na jego talerzu. – Mogę jeszcze? – zapytał, ale zanim któryś zdołał odpowiedzieć kawałek kurczaka już wylądował na talerzu Tenshiego, który zabrał się do niego z niezwykłym apetytem.


Głupio mu było wędrować po ciemku po obcym domu. Pewnie za miesiąc, dwa, trzy przyzwyczai się i nie będzie myślał, że jest tu na wakacjach, ale naprawdę tutaj mieszka. Ciężko przyzwyczajał się do nowych miejsc. Dom był bardzo ładny i pokoje przyjemne, gdy po raz pierwszy wszedł do salonu miał ochotę zapaść się w kanapę, która wydawała się wyjątkowo miękka.
Wymacał poręcz schodów. Nie chciał włączać lampy na korytarzu żeby przypadkowe światło nikogo nie obudziło i starał stąpać po podłodze na palcach.
Pierwszy schodek, drugi, trzeci prosto w ciemną czeluść na dole.
Szósty, siódmy, jeszcze kilka i jest. Rozejrzał się po cichym parterze i już pewniej, na całych stopach wszedł do kuchni. Miał nadzieje, że szklanki są na widoku i nie będzie musiał szukać po szafkach, bo mogłoby coś spaść lub wypaść i narobić hałasu. I co by sobie wuj JiWoon pomyślał? Że jest na przeszpiegach? Na szczęście dwie szklanki stały w zlewie więc umył jedną i zajrzał do lodówki, bo żadna woda nie stała na blacie. W dalszym ciągu czuł się głupio zaglądając do obcej lodówki, w obcej kuchni i w obcym domu. Co z tego, że wuj powiedział: czuj się jak u siebie, on też by mu tak powiedział gdyby wuj przyjechał do nich. Eh, nagle zatęsknił za domem i za rodziną. Wyciągnął sok i nalał do szklanki, po czym wpatrywał się w pomarańczową zawiesinę. Głupie, prawda? Ma 19 lat, a jeszcze tęskni za rodziną, eh... Prawdziwym mężczyzną to on nie jest.
Odłożył sok na miejsce, ścisnął w dłoni szklankę i równie cicho jak zszedł starał się dotrzeć na piętro.
Jeden, dwa, trzy – liczył schody wpatrując się w ich ciemną masę. Nie chciał się wywalić. Jutro ma jechać na uniwersytet, a nie siedzieć w domu ze skręconą kostką. Dziesięć...
I jest u góry – ucieszył się.
- Aaa – nie mógł powstrzymać nagłej reakcji, chociaż zaraz zakrył usta ręką i jakimś cudem nie upuścił szklanki na podłogę gdy zderzył się z kimś w ciemności. – Wuju – westchnął widząc, że to on a nie żaden duch czy psychopatyczny morderca.
- Obaj mamy problem ze spaniem – uśmiechnął się do niego mężczyzna.
- Taaa, chciałem pić – wyjaśnił stukając palcem w szklankę. Niech nie myśli, że biega po jego domu w jakimś innym celu.
- Tak jak ja – wyjaśnił wuj.
- Masz – wcisnął mu do rąk szklankę, nawet nie patrząc czy mężczyzna chce czy nie. – Nie będziesz musiał schodzić – dodał na swoje usprawiedliwienie i szybko go wyminął. – Dobranoc wuju – powiedział zawstydzony.
- Dobranoc Yoku – usłyszał za sobą cichy głos.