29 września 2010

Rozdział II

- KTÓRY?!rozległo się na całym piętrze i Yulim wypadła z łazienki wprost do pokoju bliźniaków. – Który?! – wrzasnęła jeszcze raz machając czymś w powietrzu, ale żaden z braci nie mógł rozpoznać co ma w dłoni ani czemu krzyczy tak przeraźliwie o godzinie 9.
- Co? – odważył się zapytać Manpei, bo Shinpei miał minę jakby wcale go nie interesowało dlaczego jego siostra jest od rana taka pełna emocji. Wtulił policzek w poduchę i w tej pozycji przyglądał się przedmiotowi w jej ręce, który okazał się czerwoną butelką.
- Co, co? Jakie CO, w ogóle?! – zapytała podniesionym głosem – To ja się pytam, który z was zużył mój żel? Tyle razy wam powtarzałyśmy z Hikari, czarne są wasze, kolorowe nasze?! Daltoniści?! Tusz do rzęs też nam jutro zabierzecie? – spytała z pretensją.
- Właściwie to zastanawiałem się nad pudrem, moja skóra jest taka blada – Shinpei podparł się na łokciu i patrzył na dziewczynę wzrokiem niewiniątka.
- To ty – machnęła w jego stronę butelką i zmrużyła mściwie oczy.
- To ten jeżynowy? – zainteresował się, zdaniem Yulim, bezczelnie.
- Tak – syknęła.
- To ja – skinął głową, że teraz sobie przypomina jak wczoraj pod prysznicem z wielkim trudem wycisnął resztę żelu z butelki.
- Shinpei ty draniu! – rzuciła w niego butelką. – Wylewasz tony swojego i jeszcze z mojego korzystasz, to był mój ulubiony żel!
- Wyluzuj – ziewnął i ułożył się na wznak.
- Nie odzywaj się Manpei – machnęła palcem w stronę drugiego chłopaka, bo wyraźnie chciał się odezwać. – Nie broń swojego braciszka. Jesteś taki sam jak on, pewnie zużyliście go razem! Wyleję wam wasze śmierdzące kremy do sedesu, zobaczycie! – podparła się pod boki, co jak obaj wiedzieli oznaczało, że jest naprawdę wściekła i zwykłe przepraszam nie wystarczy, ale jako jej bracia nie przejmowali się tym zbytnio.
- Idę na śniadanie – stwierdził beztrosko Manpei i minął dziewczynę, która spojrzała za nim groźnie i żałowała, że nie ma pod ręką czegoś czym może rzucić w jego plecy. Cholerny porządek u bliźniaków! W swoim pokoju mogłaby wybierać czym ma go uderzyć.
- To tylko żel – oświadczył Shinpei ziewając po raz kolejny. – Kupisz sobie nowy – on nie widział problemu.
- To była limitowana edycja – warknęła.
- Zawsze tak mówią – prychnął i ułożył się wygodniej na poduszce.
- Ja cię zamorduję – rzuciła się na niego z dzikim ruchem i zaczęła okładać poduszką Manpei, bo na swojej Shinpei wylegiwał się beztrosko, jakby właśnie nie robiła mu awantury. Spróbował chwycić poduszkę, którą go okładała, ale machała nią tak szybko, że miał spore problemy z zobaczeniem gdzie w ogóle jest. Siostra furiatka, wzdychał w myślach. Czemu Hiki tak się nie denerwuje? Czemu Yulim nie może wziąć z niej przykładu?
Chwycił ją za nadgarstki i wygiął żeby puściła w końcu poduszkę, po czym przyciągnął ją do siebie i wgryzł się namiętnie w jej usta.


Wstał jak zawsze wcześnie gdy musiał iść do pracy. Nie narzekał, bo lubił to co robi, więc bez ociągania wstał przemył twarz, ogoli się i zrobił kilka pompek na dywanie przy łóżku. Przyzwyczajenie ze starych czasów. Jae czasem śmiał się z niego gdy je robił, a czasem wychylał z łóżka i obserwował klepiąc go po każdej udanej pompce w pośladki.
Ubrał podkoszulek i stwierdził, że resztę założy później, najpierw kawa i cos do jedzenia. Po obudzeniu pierwsze co poczuł to ogromny głód. Wziął z nocnej szafki szklankę po soku i uśmiechnął się na myśl o spotkanym w nocy Yoku. Słodki z niego chłopak – nie dawał się określić innym słowem, po prostu był słodki i rozczulający z tą swoją nieśmiałością kryjącą się w każdym zakamarku twarzy. Wziął od niego sok i wypił cały mimo, że pomarańczowy nie należał do jego ulubionych.
- Wstałeś już Tensh? – z kuchni dochodziły do niego dźwięki przygotowywania śniadania. Jak na Tenshiego to trochę za wcześnie, korzystał z ostatków wakacji i spał do południa.
- Dzień dobry wuju – zamiast syna zobaczył Yoku, który stał na środku kuchni z miseczka w ręku i teraz patrzył na niego z miną, która mówiła, że nie wie czy ma się uśmiechnąć czy nie. JiWoon ośmielił go i sam się uśmiechnął do tego widoku, bo dawno nie wchodził rano do kuchni, w której ktoś się krzątał.
- Zrobiłem śniadanie – oznajmił Yoku nie wiedząc czy podejść do pieca czy do szafki.
- Nie musiałeś.... – stropił się. – Zrobiłbym coś...
- Ale chciałem – przerwał mu i zarumienił się i teraz tylko bluzka chłopaka z wielkim uśmiechem, śmiała się do niego. – Umiem gotować – zapewnił – mama mnie nauczyła – wyjaśnił i jakby zaraz stropił się za dużą śmiałością dodał już ciszej – zrobiłem japońskie śniadanie. Chcesz? Wuju – dodał szybko.
- Jasne – usiadł na krześle. Na stoliku leżały już trzy maty, zestaw pałeczek i niewielkie miseczki na ryż. – Dawno nikt m nie robił śniadania, wiesz – powiedział odruchowo i spojrzał na chłopaka, który właśnie niósł powoli miskę pełną zupy, a na jego słowa stanął i JiWoon miał wrażenie, że ucieknie.
- Ja... – spojrzał w zupę w miseczce. – Smacznego – położył miskę przed nim i ukłonił się lekko, a JiWoon nie mógł powstrzymać uśmiechu rozbawienia.
- Nie zjesz ze mną? Jadłeś już? – zapytał szybko.
- Nie – przyznał Yoku – jeszcze ryż! Czemu nie mówisz oji*? – zawołał.
- Oji? – zdziwił się.
- Oji – san – poprawił się. - Przepraszam to z rozpędu – zerknął na niego znad miski. Nalał zupy dla siebie i chwycił mocno miseczkę, a do drugiej ręki wziął miskę z ryżem, którą postawił na środku stolika i sapnął zabawnie, jak po dobrze wykonanej robocie.
JiWoon sięgnął po łyżkę w misce i nałożył i jemu i sobie po sporej porcji. Dawno nie jadł śniadania z nikim – uświadomił sobie i zrobiło mu się dziwnie... przykro.
- Oji - san – powiedział znowu Yoku, a JiWoonowi zdołała spodobać się japońska forma wujku. – Powiesz mi jak dojechać do uniwersytetu? – Yoku uniósł miseczkę z zupą i przysunął ją do ust, tak że na Lio patrzyła teraz para ciemnych oczu spod jasnej grzywki.
- Zawiozę cię – chwycił pałeczki.
- Nie, nie musisz – zaczął intensywnie kręcić głową. – Nie chcę robić kłopotu – i tak uważał, że zajmując im pokój robi kłopot. Wuj i Tenshi mieli swoje życie i swoje przyzwyczajenia, a on wdarł siew ich spokój. Może po rozwodzie JiWoona z wujem Jae jest tym bardziej kłopotem? Przypomina mu dawny związek i...
- Nie jesz? – usłyszał i drgnął, i jednym haustem wypił zupę. – Dobra? – wuj śmiał się do niego wesoło miedzy jedną porcją ryżu a kawałkiem ryby, która Yoku pokroił na kwadraty i prostokąty, w kółka się nie dało.
- Sam robiłem – powiedział. I był dumny z zupy, bo wyszła smaczniejsza niż się spodziewał. – Przepraszam – nie powinien się przechwalać...
- Za co. Pyszna była – zgodził się. – Lepsza niż kanapki, które zazwyczaj jem – dodał. – Mogę jeszcze? – zapytał.
- Jasne – Yoku rozpromienił się i było mu z tym radosnym uśmiechem tak do twarzy, że Lio zamiast wstać i pójść nalać sobie zupy, pozwolił żeby chłopak zabrał mu miskę i podszedł szybko do garnka.
- Yoku...
- Siedź oji – san – poprosił, a w tym samym momencie z tupotem stóp i szczekiem na dzień dobry wpadła Fanta. Zrobiła kółko między meblami w kuchni, obwąchała nogę Yoku, a następnie jego po czym podbiegła do swojej miski i zaczęła łapczywie pić wodę. Takie zachowanie oznaczało jedno – Tenshi wstał.
I rzeczywiście, po chwili na schodach pokazały się bose stopy, potem fragmenty piżamy w kratkę, a potem reszta chłopaka.
- Cześć tato – powiedział zaspanym głosem. – Ohayo Yoku! – dodał głośno widząc kuzyna.
- Ohayo Tenshi - kun – odparł, ale cicho i spokojnie, a Lio poczuł się nagle jak ojciec patrzący na dwóch synków, a nie na jednego, z którego zaraz spadną spodnie od piżamy. Eh...
Poprawił je nonszalancko i spojrzał na stół.
- Co jemy? – przyjrzał się nieufnie kawałkom rybi i wziął plasterek. – Smaczne, zamówiliście? – gryząc ruszył w stronę lodówki.
- Yoku zrobił – wyjaśnił JiWoon upijając ciepłej zupy. Pycha. Miał ochotę poprosić Yoku żeby co rano robił jakiś japoński przysmak.
- Umiesz gotować? – Tenshi spojrzał na kuzyna z podziwem, jakby właśnie wyciągnął królika z kapelusza.
- Trochę – przyznał Yoku zjadając mały kawałek ryżu.
- Zjem ryż i rybę, ale nie chcę zupy sorry, ale ona wygląda podejrzanie, drugie sorry – oznajmił zaglądając do garnka, a jedną ręką przytrzymując drzwi lodówki. – Tato zjadłeś wczoraj cały ser? – jęknął, a Yoku parsknął śmiechem.
- Sera nie ma od trzech dni – zapomniał kupić.
- Wydawało mi się, że był – podrapał się po głowie, a piżama znowu zsunęła się niebezpiecznie z jego bioder.
- Tak.
- Nie.
- Co ci się przewidziało... Cześć! – zawołała nagle cała czwórka bliźniąt.
- O, duplikaty przyszły – Tenshi zamknął lodówkę trzymając w jednej ręce kawałek kiełbasy, a w drugiej butelkę ketchupu.
- Podciągnij gacie – poradził jeden z bliźniaków i usiadł obok JiWoona. Yoku nadal nie wiedział, który jest który, jedynie bliźniaczki mógł rozpoznać, bo Hiki miała długie włosy związane teraz w kok, a Yulim krótką fryzurkę. – Co jecie? – chłopak zajrzał wujowi w talerze.
- Hyung zrobił japońskie śniadanie – odparł Tenshi składając kanapkę obficie polaną ketchupem, w którą wgryzł się z impetem. – Zaraz – mruknął do Fanty, która patrzyła na niego błagalnie siedząc tuż przy jego nogach i machając ogonem.
- Mogę spróbować? – bliźniak wziął pałeczki i rzucił się na ostatnie kawałki ryby.
- Wy jedźcie, a ja lecę do pracy. Yoku, zabiorę cię na uni...
- Czekaj! – zawołała Hikari i... bliźniak.
- Co jest? – JiWoon zamarł w połowie drogi do zmywarki. Tenshi spojrzał na przyjaciół gryząc kanapkę i wsypując do miski uradowanej Fanty suchą karmę.
- Chcemy jechać z tobą – powiedział chłopak.
- Możemy? – dodała Hiki i spojrzała błagalnie na wuja.
- Pewnie, a wy nie? – spojrzał na drugą parę bliźniąt, bo dziwne było gdy nie robili wszystkiego razem. Yoku zabrał mu talerz w ręki i zaczął upychać w zmywarce, najwyraźniej czując się bezpiecznie robiąc coś takiego niż stojąc w tłumie wciąż obcych mu jeszcze osób.
- W taki upał – prychnęła Yulim – ja się będę opalała.
- A ja korzystał, że mam wolny pokój – uśmiechnął się szeroko drugi z bliźniaków... a może pierwszy?

- Czy to nie trochę dziwne? – zapytała Yulim gdy na chwilę oderwali się od siebie. – Całować się z bratem? – spojrzała na Shinpei pytająco.
- Technicznie rzecz biorąc – mruknął chłopak całując ją lekko w usta – nie jesteśmy rodzeństwem.
- Wiem, ale... z resztą – stwierdziła Yuli i wtuliła się z powrotem w jego wargi.
Zawsze uważała, że samo się zaczęło, bo nie mogła zaleźć momentu, w którym sama zdałaby sobie sprawę, że Shinpei podoba się jej nie jak brat, ale jak chłopak.
Leżeli któregoś dnia, całkiem sami w domu, bo każdy miał swoje zajęcia, i słuchali muzyki o czymś rozmawiając i od słowa do słowa, od przekomarzania do przekomarzania. Przeszło do pocałunków i żadne nie umiało tego skończyć. Wieczorem leżąc w łóżku z bijącym niesamowicie szybko sercem, nie zastanawiała się czy to było dobre czy złe, ale że było niezwykle przyjemne i czy Shinpei da się jeszcze namówić na powtórkę. Na szczęście nie musiała długo się nad tym zastanawiać, bo Shinpei sam kiedyś przyciągnął ja do siebie gdy mijali się na korytarzu i przez długą chwilę całował ją namiętnie, aż nogi uginały się jej w kolanach.
Ręka Shinpeia przesunęła się z szyi na jej plecy i pas i dotykała powoli jej cienkiej koszulki, co jakiś czas mnąc materiał i chłopak był coraz bliżej i bliżej, a Yulim obejmowała go mocno za szyje i ściskała w dłoniach jego włosy. Chłopak przycisnął ją mocniej do siebie, a jego dłoń powędrowała szybko pod jej bluzkę, ale nie miała ochoty mówić mu żeby przestał, było jej dobrze z jego dotykiem na skórze i cały czas chciała go więcej. Przycisnęła się jeszcze ciaśniej, wyrywając z jego ust mruknięcie. Przesunęła nogą po jego nodze, powoli wsuwając ją między jego nogi, a dłoń Shinpeia posuwała się wzdłuż jej pleców. Poczuła, że zapięcie stanika puściło bez oporu pod jego palcami, ale jeszcze nie miała ochoty powiedzieć nie.
Jęknęła cicho i wsunęła mu język głębiej do ust, a w tym samym momencie dłoń Shinpeia, jakby jej ruch był przyzwoleniem wsunęła się pod materiał stanika i zaczęła dotykać jej piersi. Momentalnie fala gorąca uderzyła jej do głowy.
- Masz doświadczenie, co? – mruknęła na chwilę odrywając się od jego ust.
- Za dużo mówisz – zaśmiał się cicho Shinpei, a jego dłoń zastygła na jej piersi i ciepłe palce wyczuwały drżenie delikatnej skóry. W tej chwili Shinpei pragnął bardziej niż mógł przewidzieć zrobić coś więcej, ale z Yulim nie chciał posuwać się nigdzie za szybko ani bez jej wyraźnej zgody.
Jej dłoń przesunęła się z jego szyi na klatkę piersiową i przez chwilę mierzyli się wzrokiem nic nie robiąc, chociaż Yulim wysuwała koniec języka i sunęła nim po wargach doprowadzając Shinpeia do nagłego gorąca w całym ciele. Przygryzł czerwone wargi, po czym wgryzł się w usta dziewczyny. Nie może tylko patrzeć! Wsunął język na jej podniebienie masując je delikatnie i zacisnął palce lekko na jej piersi, a Yuli jęknęła wprost w jego usta.
- Podoba ci się? – szepnął.
- Przecież – sunęła górną wargą po jego policzku czując całą sobą jego drżenie – wiesz... – wyszeptała trafiając w końcu w jego usta, którym Shinpei poddał się z przyjemnością. Przesunął dłoń z jej piersi na brzuch, czując niemal jak całe ciało Yuli krzyknęło żeby ręka została tam gdzie była, i chwycił krawędź jej bluzki, podsuwając ją wyżej, następnie zdecydowanym ruchem wrócił na opuszczoną pierś. Yulim przylgnęła do niego brzuchem, sama wsuwając swoje palce pod jego koszulkę.
Miał ochotę przewrócić ją na plecy podwinąć koszulkę, zostawić jej usta i całować i dotykać jej biustu, który napinał się pod jego palcami i samym tym sprawiał mu przyjemność. Noga Yulim zaciskała się coraz mocniej wokół jego ud i oboje czuli, że ta pozycja przestaje być wygodna i Yulim odruchowo przewróciła się na plecy ciągnąc za sobą chłopaka. Jedną dłoń miała teraz pod jego koszulką, a drugą na szyi i co jakiś czas ciągnęła go za kosmyk włosów opadających na kark, gdy ich pocałunki stawały się coraz intensywniejsze. Teraz jest wygodniej stwierdził Shinpei. Noga Yulim nadal znajdowała się pomiędzy jego, ale w o wiele lepszej pozycji. Przesunął dłońmi po brzuchu dziewczyny, sunąc w górę i podparł się na dłoni, wciąż nie odrywając od jej ust.
Czy to co do niej czuje jest chore? Nigdy nie chciał być z żadną dziewczyną tak blisko jak z nią, tylko....
Oderwali się od siebie i jak na komendę spojrzeli w drzwi. Odkąd zaczęli całować się po kątach stali się niezwykle wyczuleni na wszelkie kroki, które mogłyby ich nakryć.
Dźwięki nasiliły się, więc poderwali się na łóżku i Shinpei zaczął obciągać koszulkę, a Yulim męczyła się przez chwilę ze stanikiem, a nie mogąc go zapiąć ściągnęła cały i rzuciła za łóżko. Obciągnęła koszulkę i poprawiła włosy i w tym samym momencie do pokoju wszedł Changmin.
- I wtedy ona mi powiedziała – zaczęła Yuli - że takim tonem mam do niej nie mówić, rozumiesz coś z te... o cześć tato – uśmiechnęła się do ojca jak gdyby nigdy nic.
- Jeden dom, a trudno was znaleźć – stwierdził tata Changmin. – Shinpei chciałeś ze mną jechać, nie pamiętasz?
- Pewnie nie pamięta – przewróciła oczami Yuli.
- Więcej miałeś mi pomóc, ojcu – oznajmił, a Shin westchnął zrezygnowany.
- Dobra, dobra – mruknął.
- Słońce – Changmin spojrzał na córkę – wyciągnij coś na obiad, dobra?
- Do niej słońce, a do mnie ewentualnie synuuu? – oburzył się chłopak.
- Wolałbyś córko? – ojciec uniósł jedną brew i Shinpei stwierdził, że nie będzie z nim dyskutował w taki sposób.

Poprawiła pościel na łóżku chłopaków i poszła do siebie, najkrótszą droga – przez łazienkę – która łączyła dwa pokoje.
Tak, spojrzała z przyjemnością na znajomy rozgardiasz. U chłopaków był porządek tak sterylny, że wchodząc tam, nikt nie wierzył, że właściciele mają nierówno pod sufitem. Schowała bluzki wiszące na krześle do komody i opadła na łóżko. Położyła sobie poduszkę w kwiatki na brzuchu i przesunęła palcem po dekolcie aż na pierś, którą jeszcze przed chwilą dotykał Shinpei.
- Shin – szepnęła i wsunęła poduchę pod głowę zaczynając machać nogami zwisającymi z łóżka.
Pierwszy raz w życiu kogoś tak pragnęła. Parę randek z kolegami ze szkoły dawno temu czyli w zeszłym roku nie miało znaczenia, odkąd miesiąc temu pierwszy raz całowała się z Shinpeiem pragnienie żeby być obok niego, z nim, całować go, dotykać i być przez niego całowaną i dotykaną narastało w niej i narastało. Żeby tak któregoś dnia ten dom był pusty, powiedziałaby mu, że...
- Yulim idiotko – zbulwersowała się własnym myśleniem. Chciałaby, bardzo by chciała, żeby pocałunki zmieniły się coś więcej i chciała móc powiedzieć Hikari, że chce. Ale wolała nie myśleć co powiedziałaby siostra słysząc o niej i Shinpeiu, tak jak Shin nie chciał usłyszeć co powiedziałby Manpei i oboje nie chcieli wiedzieć jak zareagowało by ich rodzeństwo. Ostatecznie wychowywali się we czwórkę jako rodzeństwo, ale biologicznie nim nie byli, wiec odpadał im problem... ale pewnie stwierdziliby, że to chore i dziwactwo. Przewróciła się na bok i zetknęła nosem z misiem.
- Ale ja go chcę – szepnęła maskotce prosto w pluszowe usta.

*oji - z japońskiego: wuj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz