28 września 2010

Rozdział I

Tenshi wpatrywał się w gigantyczne okno, otwierające się na liczne pasy startowe, po których krążyły samoloty albo dopiero lądujące, albo zaczynające swój lot, a JiWoon po raz kolejny spoglądał na tablicę z lotami żeby upewnić się, że samolot z Osaki wyląduje dokładnie o 14:30. Sprawdzał to i rano, i po śniadaniu i gdy tylko weszli w obręb lotniska, i Tenshi powtórzył mu to kilka razy. Nie był przewrażliwiony, ale nie chciał żeby Yoku przez jego nieuwagę siedział w poczekalni i zastanawiał się czy w ogóle pamiętali o jego przyjeździe.
Jego syn znudził się obserwacją ogromnych maszyn i podszedł bliżej obracając w dłoni komórkę, którą oczywiście zaraz otworzył i wystukiwał coś w niezwykłym tempie.
- Zaraz powinien być – powiedział cicho, a Tenshi mruknął tylko: mhm, i pisał dalej.
- Jest tu kosz – odezwał się pierwszy raz od dawna w poszukiwaniu pojemnika, do którego mógłby wyrzucić gumę miętoszoną w ustach. Nie wypatrzył jednak żadnego i nadal żuł jednocześnie wpatrując się w telefon. Odkąd Tenshi przestał być małym słodkim chłopcem i stał się nieco mniej słodkim nastolatkiem coraz bardziej przypominał mu zmarłego brata i siebie przy okazji.
Chłopak zamknął klapkę telefonu i wsunął go razem z dłonią do kieszeni szerokich spodni.
- Czy ty nie masz czegoś co z ciebie nie spada? – zapytał spoglądając na jego ubranie z dezaprobatą. Co z tego, że kolory były fajne, skoro wszystko zwisało z niego jak z wieszaka?
- Schudłem – powiedział tylko znów wyciągając komórkę, bo zabrzęczała w jego schowanej dłoni.
- Bo jesz tylko kuksu – przypomniał.
- Ty też – zauważył poprawił spadające na oczy kosmyki włosów.
- I nic na mnie nie wisi – zauważył spoglądając na swoje jeansy.
- Może hormon chudnięcia ci zanikł – zasugerował Tenshi z lekkim uśmiechem w kącikach ust, a JiWoon pokręcił głową z niedowierzaniem, że to jego synek był kiedyś słodkim malcem.
- To on? – zapytał szturchając syna, gdy z wyjścia F jak było napisane nad drzwiami zaczęli wychodzić ludzie z samolotu z trasy Osaka – Seul.
Tenshi obrzucił wychodzących znudzonym spojrzeniem i nadal coś klepał na klawiaturze i w tej chwili Lio miał ochotę i jego klepnąć. Miał mu pomóc, a nie grać w głupie gierki.
- To on? – powtórzył chwytając go za ramię
- Tatoo, skąd mam wiedzieć? – jęknął.
- Ciotka przysłała ci zdjęcie – przypomniał. Mógł poprosić MaMey żeby przesłała mu na maila fotki swojego syna, bo teraz zaczynał się zastanawiać czy uda im się rozpoznać, czy odbierze właściwą osobę. Mogli jednak zrobić transparent z jego imieniem.
- Czekaj – Tenshi zaczął szperać w telefonie i po chwili zerkał raz na ekran, raz na drzwi i wychodzących stamtąd ludzi, który wyglądali jak zbita masa złączona ze swoimi walizkami i JiWoon starał się wypatrzeć jakiegoś młodego chłopaka, który będzie... właśnie jaki? Tenshi pokazywał mu zdjęcie, ale tydzień temu i nie zapamiętał jego wyglądu dokładnie lub przejęty nowym kontraktem i pracą nad nim mruknął tylko: aha.
Wzrok Tenshiego nadal sunął od zdjęcia do tłumu.
- To on? – spytał zniecierpliwiony JiWoon gdy spojrzenie syna zatrzymało się na kimś na dłużej.
- OHAYOOO! – wrzasnął nagle chłopak i ruszył do przodu, a JiWoon za nim, bo co prawda jeszcze nie wiedział do kogo jego syn woła jedynym japońskim słowem jakie pamięta, ale miał przed sobą zdjęcie Yoku, to może już go dostrzegł. – Ty jesteś Yoku? Han Yoku? – wypytywał chłopca, który stał przed nim kompletnie zaskoczony i na widok, którego JiWoon najpierw parsknął śmiechem, a po drugim spojrzeniu już nie było mu zabawnie. Chłopak nie musiał odpowiadać, to był Yoku. Niemożliwe, żeby ktoś obcy był tak podobny do JaeJoonga.
- Tak – chłopak speszony ściskał pasek plecaka coraz mocniej i mocniej.
- Jestem Tenshi, twój kuzyn – uściślił uśmiechając się wesoło.
- Cześć...
- Tato – zawołał na niego Tenshi, co znaczyło tyle samo co: nie ociągaj się.
- Cześć Yoku, dobrze, że jesteś – podszedł bliżej, nie wierząc, że to prawdziwa postać Yoku. Miał wrażenie jakby przeniósł się do przeszłości i Jae właśnie robi mu głupi żart nie poznając go i udając kogoś innego.
- Wuju – Yoku zgiął się w pół w głębokim ukłonie, a JiWoon nagle poczuł się głupio. Nie wiedział czy od tego ukłonu niemal do podłogi czy słowa wuj z ust, które wydawały się takie znajome.
- Cześć, cześć – poklepał go po ramieniu.
- Weźmy bagaże i jedźmy co – zaproponował Tenshi. – Jestem strasznie głodny – dodał zaplatając ręce za głową.
- Nie musieliście przyjeżdżać – zawstydził się Yoku i JiWoon pomyślał, że to słodkie.
- Nie żartuj. Obiecałem Jae się tobą zajmiemy – powiedział i popchnął go lekko w stronę ruchomego pasa, po którym wolno sunęły walizki i torby.


W czasie jazdy do domu wuja JiWoona zdał sobie sprawę, że polubi Tenshiego. Wyjeżdżając do Seulu na studia zastanawiał się jak to będzie nie tylko z nauką, obcym miastem i ludźmi, ale też mieszkaniem u Lio. Niby jego wuj, a przecież nie znali się, nie widzieli od trzynastu lat i byli dla  siebie obcymi ludźmi, z Tenshim tak samo. Pamiętał go ze zdjęcia w salonie, które w kolorowej ramce stało wśród innych, które na komodzie ustawiała jego mama, ku niezrozumieniu ze strony jego starszej siostry, która uważała, że to zawalanie i marnowanie przestrzeni.
Bał się, że jak razem zamieszkają będzie im przeszkadzał. U wuja JaeJoonga czułby się inaczej, mniej niepewnie, że jest gościem tylko z grzeczności, w końcu wuj Jae był bratem jego mamy. Lecz skoro już tak wyszło, mógł być jedynie wdzięczny, że wuj JiWoon zgodził się przyjąć go do siebie.
Przez całą drogę Tenshi coś mówił, niekoniecznie do niego, bo pomysły Yoku na to co powiedzieć skończyły się gdy wujek zapytał co u jego rodziny, a on odpowiedział mu, że wszystko dobrze. Rodzice zdrowi, Hotaru nadal studiuje, młodsze siostry są wciąż słodkie i urocze, a on? U niego wszystko w porządku. Nie przywykł do mówienia o sobie i zawsze na to pytanie miał odpowiedź, że dobrze i w porządku, licząc że nikt nie wpadnie na pomysł zadawania mu dalszych pytań.
Westchnął cicho i wyjrzał za okno. Jechali trasą okalającą Seul i z wysoko umieszczonej drogi mógł podziwiać całe miasto, zdecydowanie większe od Osaki. Mastudzie by się to spodobało, uwielbiał takie giganty, on też lubił duże miasta, ale cieszył się, że mieszka na obrzeżach Osaki i ma choć trochę spokoju gdy wraca do domu.
Pomyślał tęsknie o przyjacielu, bez niego będzie mu ciężko w nowym świecie.
Co on najlepszego zrobił? – wyrzucał sobie w myślach, jednym uchem słuchając Tenshiego, który coś mówił, na szczęście do wuja. Po co pchał się na tę wymianę, po co słuchał, że to fajne, można się wiele nauczyć, a uniwerek w Seulu jest świetny i to mu pomoże w przyszłości. Dlaczego zawsze musi kogoś posłuchać?
- Wszystko w porządku Yoku – wuj zerknął na niego zaniepokojony.
- Tak, jestem tylko zmęczony – uśmiechnął się i postanowił nie wyglądać jak dziecko siłą wywiezione na kolonie.
- Jeszcze piętnaście minut – oznajmił Tenshi i otworzył telefon, co Yoku poznał po cichym brzęku klapki rozsuwanej w ciągu godzinnej jazdy z niezwykłą częstotliwością.

Nie pamiętał domu wujów. Nie umiał sobie nawet przypomnieć czy kiedykolwiek tu był, ale teraz z plecakiem na ramieniu i niewielkim kartonem w dłoniach stał i patrzył się na jasnożółty budynek.
- Podoba ci się? – wuj stanął obok i uśmiechnął się do niego jakoś tak... dziwnie.
- Bardzo – przyznał zgodnie z prawdą i pokiwał głową.
Wyobrażał sobie jego dom, jako coś niezwykle nowoczesnego. Sam nie wiedział – szklane ściany, ascetyczne wnętrza, ogród z kamykami i zero trawy – zamiast tego stał przed domem, który na pierwszy rzut oka wydawał się przytulny. Dwupiętrowy z niewielkim gankiem i garażem, pod który podjechali.
Tenshi wyszedł z samochodu i podciągnął spodnie.
- Załóż coś mniejszego – westchnął JiWoon pomagając mu z walizkami, a Yoku uśmiechnął się do kuzyna, który mocniej zacisnął pasek.
- Wtedy nie byłbym stylowy – powiedział zerkając na ojca.
- Teraz jesteś jak wielki worek – Yoku uśmiechał się wesoło słysząc przekomarzania ojca i syna. W swoich wizjach, wyobrażał sobie, że po rozpadzie rodziny są mniej swobodni i pogodni. Nie spodziewał się depresji któregoś ani spazmatycznych płaczów, ale miał inne wyobrażenie o tym jak człowiek zachowuje się po rozstaniu z kimś z kim był kilka lat. Chociaż, co on może wiedzieć, nigdy nie był w żadnym związku.
- Dam radę wuju – chciał wyrwać mężczyźnie torbę z ręki, ale powstrzymał go szybkim ruchem.
- Otworzę wam – oznajmił Tenshi wymigując się od pomocy ojcu.
- Zostaw – popchnął go w stronę ganku – chcę ci pomóc – dodał czując się dziwacznie beztrosko. Zabawne jakby w jednej sekundzie ubyło mu lat, musi mieć dzisiaj naprawdę dobry dzień skoro tak się czuje.
- Jesteśmy Fanta, leć na dwór – Tenshi czekał na nich przy otwartych drzwiach jednocześnie przemawiając do jamnika, który skakał przy jego nogach, a wyczuwając jego i Lio rzuciła się w ich stronę z szalonym, radosnym szczekiem.
Yoku lubił zwierzęta, ale nie do końca był przekonany do psów mniejszych niż jego golden, chociaż Fanta wyglądała na pociesznego zwierzaka, który po okręceniu się parę razy w koło pobiegł w przeciwną stronę niewielkiego ogródka.
- Nareszcie – ledwo weszli i Yoku zdołał rozejrzeć się po pomieszczeniu, przywitał ich dziewczęcy głos.
- Czekamy i czekamy – dodał... ten sam lub niezwykle podobny.
- Nie tak łatwo wrócić z lotniska – oznajmił Tenshi wchodząc do kuchni i wybierając z kosza na owoce wielkie jabłko, a Yoku zamrugał kilka razy powiekami i mocniej ścisnął trzymany w ręku karton. Widzi podwójnie, poczwórnie niemal.
Odetchnął głęboko. Spokojnie Yoku, to wynik stresu, ciśnienia w samolocie, nowego domu, wcale nie widzi dwóch identycznych chłopaków i dwóch identycznych dziewczyn.
- Nie zwariowałeś – uśmiechnął się jeden z klonów. – Jesteśmy bliźniętami.
- Nie żartuj – doszedł do siebie. Fakt, przecież to oczywiste.
- Shinpei – podszedł do niego szybko i podał mu rękę. – Manpei – drugi pojawił się tuż obok i Yoku już dostawał oczopląsu.
- Hikari – jedna z dziewczyn zeskoczyła ze stołka i z rękami na plecach podeszłą do niego uśmiechając się radośnie, aż musiał odwzajemnić ten gest.
- I Yulim – Tenshi przedstawił drugą bliźniaczkę, która zsunęła się z blatu stołu, na którym siedziała.
- Jesteś słodki – oświadczyła stając obok siostry. – Prawda Hiki? – objęła siostrę za szyję, a jeden z bliźniaków spojrzał na nie z dezaprobatą.
- Siostry – mruknął, a Yoku nie miał pojęcia, który jest który.
- Serio, jesteś uroczy – uśmiechnęła się wesoło Hikari.
- I nie wyglądasz na Japończyka – któryś z bliźniaków postukał się palcem w brodę i przyglądał mu uważnie.
- To przez jasne włosy – dodał drugi również obserwując go uważnie.
- Właśnie to jest takie super – oznajmiła Yulim, tonem mówiącym, że jak któryś z braci zaprzeczy to będzie musiał z nią mieć do czynienia.
- Dajcie mu spokój, bo będzie chciał wrócić do Japonii – wtrącił się JiWoon, który dopiero wszedł do domu ściskając w jednej dłoni torbę, a druga zamykając drzwi.
- Czy to znaczyło: idźcie sobie, wuju? – zapytał jeden z bliźniaków.
- Ładnie – pokiwała głową bliźniaczka.
- A my ci tego grillowanego kurczaka pilnowaliśmy – dodała druga.
- Choć teraz wygląda mało smacznie – dodał drugi z chłopaków, a może pierwszy. Yoku stał przed nimi skołowany.
- Yoku dopiero przyleciał – uśmiechnął się do niego wuj, a on spuścił oczy jeszcze bardziej na swoje kolorowe buty – dajcie mu odetchnąć, za kurczaka dziękuję, a teraz idźcie przeszkadzać ojcom, bo zapomną, że mają dzieci.
- Słyszeliście co tata powiedział – zaśmiał się Tenshi wciąż gryząc wielkie jabłko.
- Dobra, dobra – westchnął bliźniak.
- Ale tracicie nasze cenne towarzystwo – dodał drugi.
Yoku patrzył jak cała czwórka wychodzi, rzucając do siebie jakieś kilka słów i poszturchując się wzajemnie i nie wierzył, że to możliwe. Dwie pary bliźniąt na powitanie to coś czego jeszcze nie widział, tak naprawdę nie miał w życiu do czynienia z bliźniakami.
- Jest szansa, że będą nosić plakietki z imionami? – zapytał nieśmiało.


Pogłaskał malutki listek drzewka bonsai. Yoku przyniósł je kilka minut temu do kuchni i z nieśmiałą miną, która zaczęła go tak rozczulać postawił doniczkę na blacie i powiedział, że to prezent. Zdążył tylko powiedzieć dziękuję, bo przyszedł Tenshi z głośnym krzykiem:
- Yoku, chodź pomogę ci się rozpakować – i zabrał chłopaka do jego nowego pokoju, a Lio poszedł do swojego gabinetu i ustawił roślinkę na biurku. Miał nadzieje, że nie ususzy jej za szybko. Nie miał ręki do kwiatów, dlatego nie było ich w domu więcej niż dwie niewielkie skrzynki na balkonie. Jae kiedyś hodował w salonie kilka kwiatów, jeden podobno miał świecić w ciemności, ale chociaż spędzili przy nim długie godziny z wyłączonym światłem, nic nigdy nie błyszczało na roślinie. Jae siadał wtedy naprzeciwko rośliny, wydymał usta i pytał ją:
- Dlaczego?
JaeJoong... dawno już nie myślał o ich przeszłości. Nalał małemu drzewku wody.
Nie miał do Jae żalu, że go zostawił i to dla Yunho.... Gdy usłyszał z ust męża, że ma romans i to nie jest zwykła przelotna przygoda i chce odejść, nawet nie poczuł żalu, zgodził się bardzo szybko uważając, że faktycznie między nim, a Jae nie ma już jakiejś szczególnej pasji, namiętności, miłości za to jest dużo przyzwyczajenia do bycia razem. Jae mówił długo, że to jego pracoholizm, nie zwracanie uwagi i bla bla bla i po tym gadaniu JiWoon poczuł się wściekły. Tak jakby JaeJoong nie wiedział z czym wiąże się własna firma, jasne, że pracował, ale ktoś musiał utrzymywać dom i rodzinę. I w czasie chwilowej separacji gdy Jae już się wyprowadził i po rozwodzie JiWoon przeżył wszystkie fazy wściekłości i irytacji na męża, i byłego męża. Nie miał dla niego i dla Tensha dużo czasu: spotkania, firma, ale lubił się tym zajmować. Najpierw wszystko wydawało mu się normalne, później, gdy o tym myślał po rozwodzie widział, że normalnie nie było. Nie rozmawiali, nie wygłupiali się jak kiedyś, nie siedzieli przytuleni, nie kochali się, a przynajmniej robili to rzadko. Jae próbował kilka razy uwieść go kolacją, kąpielą przy świecach, ale stopniowo przestał, a gdy zorientował się, że dla Lio noce z nim są często tylko rozładowaniem stresu po całym dniu przestali w ogóle. Potem dowiedział się, że w tym samym czasie jego romans z Yunho zaczął się na dobre. Nie wiedział czy bardziej był wściekły na to, że Jae go zostawia, czy na to, że dla Yunho. Zawsze wiedział, że między nimi przyjaźń jest inna niż między Jae i Changminem. Gdyby JaeJoong zdradził go z Channiem byłby zaszokowany, ale po tym co zrobił miał ochotę powiedzieć: wiem, zawsze wiedziałem, tylko po co do cholery tyle lat byłeś ze mną? Ale tego nie powiedział. Rozwiedli się spokojnie, bez kłótni, popisów, podzielili między siebie to co przez dwadzieścia kilka lat było wspólne i ustalili, że Tenshi zamieszka z nim. Gdyby chciał pozwoliłby mu zamieszkać z JaeJoongiem, ale Tenshi stwierdził, że nie chce mu się przeprowadzać i do taty Jae będzie wpadać. Jak na czternastolatka, którym był w momencie ich rozwodu przyjął to całkiem dobrze.
Zostawił roślinkę w spokoju, bo zagłaszcze jej liście na śmierć. Sięgnął po paczkę papierosów lezących na biurku i podszedł do otwartego okna, z którego popłynęły po chwili smużki dymu. Skłamałby mówiąc, że nie brakowało mu Jae, przynajmniej w pierwszych miesiącach. Nie czuł do niego tego co dawniej, ale bycie z kimś tyle lat doprowadza do wielu przyzwyczajeń. Brakowało mu dawnego Jae, nie tego z którym mieszkał ostatnie dwa lata, ale tego szalonego chłopaka, który wchodził do pokoju, siadał na biurku i gadał o czymś dziwnym, który gotował coś pysznego ubrany tylko w stringi, przynajmniej póki Tensha nie było z nimi, brakowało mu nocy z nim. Po rozwodzie spędził kilka nocy z kobietami, których teraz nawet nie kojarzył i jedną czy dwie z facetami, którzy przez jego wytwórnię chcieli zrobić karierę, ale to nie było to. Uprawiał z nimi seks, ale nie byli Jae, nie mieli jego zapachu, jego skóry, jego ciepła, nie rozchylali ust jak on, dziwił się, że myślał o JaeJoongu w takich chwilach najbardziej, ale nie mógł nic na to poradzić.
Strzepnął popiół do popielniczki, która zawsze stała na parapecie.
Po co dzisiaj o tym myśli? To przez Yoku, uśmiechnął się na myśl o chłopaku, jest taki podobny.
- Tato co z tym kurczakiem? – Tenshi pojawił się nagle w progu i uwiesił framugi kiwając na niej w przód i w tył. – I tak już wygląda jak bełt, ale jeszcze da się zjeść – zauważył.
- Wyciągnij talerze – polecił zamykając okno.
- Znów ja – westchnął chłopak jakby odwalał w domu całą brudną robotę.
- Ja tego kurczaka kupiłem – przypomniał.

- Ja ci wszystko pokażę Yoku – oznajmił Tenshi przełykając dużą porcję chleba i zaczął wycierać tłuste ręce w papierową serwetkę. – To się tylko wydaje końcem świata, ale nie jest tak źle – uspokoił gdyby kuzyn był przestraszony, że mieszka tak daleko od centrum i nie będzie mógł swobodnie, w każdej chwili wyjść na miasto. – Metro jest blisko, znośne sklepy też blisko... Mogę ciastko? – zapytał patrząc łakomie na leżące na talerzyku ciastka z wróżbą, które Yoku przywiózł ze sobą.
- Bierz – podsunął mu je ojciec.
- Ty też weź wujku – powiedział Yoku, a tata wziął swoje ciastko chociaż niedawno stwierdził, że jest za stary na słodycze i nie powinien ich jeść. – Dziękuję wuju, że mogę u was mieszkać – powiedział po raz trzeci czy czwarty dzisiejszego dnia obracając w dłoni niewielkie ciacho, które Tenshi zdołał już rozdzielić na dwie połowy i wyciągnąć karteczkę.
- Daj spokój – JiWoon machnął ręką i złamał swoje na dwie części. – To nie żaden kłopot, u Jae nie miałbyś tyle miejsca, a i w centrum miasta nie jest najciekawiej – stwierdził krzywiąc się lekko i rozwinął kawałek papieru z wróżbą.
- Co masz? – szturchnął go Tenshi.
- „Bądź uważny” – przeczytał marszcząc nos. Co to, zapowiedź wypadku? – A wy? – spojrzał na chłopców.
- „Długa podróż odmieni twoje życie, rozglądaj się dobrze wokół siebie” – przeczytał Yoku spoglądając na niego dużymi oczami, jakby JiWoon miał mu wyjaśnić co to znaczy.
- Tenshi...
- „Bądź miły dla innych, a odpłacą ci się tym samym” – przeczytał ze skrzywioną miną. – Pierdoły – powiedział. – Za co? – oburzył się gdy JiWoon pacnął go w głowę.
- Za pierdoły – wyjaśnił spokojnie i wziął do ręki kromkę chleba czosnkowego. Nie miał wielkiego pomysłu na kolację dla gościa, a propozycja Tenshiego żeby zamówić sushi albo pizzę wcale mu nie pomogła.
- Wezmę jeszcze jedno – oświadczył i sięgnął przez cały stół po talerz, a Yoku uśmiechał się lekko i JiWoon zastanawiał się jakim cudem, rok różnicy między tymi chłopakami sprawia, że są tacy różni od siebie. – „Bycie miłym popłaca. Świat staje się piękny gdy żyjesz w zgodzie z nim” – przeczytał i westchnął wymownie, ale już nic nie powiedział. Zmiął papierek w kulkę i wrzucił między kości z kurczaka fantazyjnie leżące na jego talerzu. – Mogę jeszcze? – zapytał, ale zanim któryś zdołał odpowiedzieć kawałek kurczaka już wylądował na talerzu Tenshiego, który zabrał się do niego z niezwykłym apetytem.


Głupio mu było wędrować po ciemku po obcym domu. Pewnie za miesiąc, dwa, trzy przyzwyczai się i nie będzie myślał, że jest tu na wakacjach, ale naprawdę tutaj mieszka. Ciężko przyzwyczajał się do nowych miejsc. Dom był bardzo ładny i pokoje przyjemne, gdy po raz pierwszy wszedł do salonu miał ochotę zapaść się w kanapę, która wydawała się wyjątkowo miękka.
Wymacał poręcz schodów. Nie chciał włączać lampy na korytarzu żeby przypadkowe światło nikogo nie obudziło i starał stąpać po podłodze na palcach.
Pierwszy schodek, drugi, trzeci prosto w ciemną czeluść na dole.
Szósty, siódmy, jeszcze kilka i jest. Rozejrzał się po cichym parterze i już pewniej, na całych stopach wszedł do kuchni. Miał nadzieje, że szklanki są na widoku i nie będzie musiał szukać po szafkach, bo mogłoby coś spaść lub wypaść i narobić hałasu. I co by sobie wuj JiWoon pomyślał? Że jest na przeszpiegach? Na szczęście dwie szklanki stały w zlewie więc umył jedną i zajrzał do lodówki, bo żadna woda nie stała na blacie. W dalszym ciągu czuł się głupio zaglądając do obcej lodówki, w obcej kuchni i w obcym domu. Co z tego, że wuj powiedział: czuj się jak u siebie, on też by mu tak powiedział gdyby wuj przyjechał do nich. Eh, nagle zatęsknił za domem i za rodziną. Wyciągnął sok i nalał do szklanki, po czym wpatrywał się w pomarańczową zawiesinę. Głupie, prawda? Ma 19 lat, a jeszcze tęskni za rodziną, eh... Prawdziwym mężczyzną to on nie jest.
Odłożył sok na miejsce, ścisnął w dłoni szklankę i równie cicho jak zszedł starał się dotrzeć na piętro.
Jeden, dwa, trzy – liczył schody wpatrując się w ich ciemną masę. Nie chciał się wywalić. Jutro ma jechać na uniwersytet, a nie siedzieć w domu ze skręconą kostką. Dziesięć...
I jest u góry – ucieszył się.
- Aaa – nie mógł powstrzymać nagłej reakcji, chociaż zaraz zakrył usta ręką i jakimś cudem nie upuścił szklanki na podłogę gdy zderzył się z kimś w ciemności. – Wuju – westchnął widząc, że to on a nie żaden duch czy psychopatyczny morderca.
- Obaj mamy problem ze spaniem – uśmiechnął się do niego mężczyzna.
- Taaa, chciałem pić – wyjaśnił stukając palcem w szklankę. Niech nie myśli, że biega po jego domu w jakimś innym celu.
- Tak jak ja – wyjaśnił wuj.
- Masz – wcisnął mu do rąk szklankę, nawet nie patrząc czy mężczyzna chce czy nie. – Nie będziesz musiał schodzić – dodał na swoje usprawiedliwienie i szybko go wyminął. – Dobranoc wuju – powiedział zawstydzony.
- Dobranoc Yoku – usłyszał za sobą cichy głos. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz