9 stycznia 2011

Rozdział IV

- Możecie mówić do siebie normalnie – poprosił JiWoon stojąc z kubkiem kawy w jednej ręce i gazetą w drugiej. Od tygodnia na przemian słyszał: Tenshi – kun lub Yoku – hyung i już zaczynało kręcić mu się w głowie od międzynarodowego słownictwa, zwłaszcza jak jeszcze przyszły bliźnięta i kun-ów oraz chan-ów było dwa razy więcej. – Jesteście kuzynami, nie musicie być tacy oficjalni – dodał upijając kawy i zerkając na zawstydzoną minę Yoku. Okropne, ale lubił jego twarz pokrytą rumieńcem. Boże, co on znowu wymyśla – pomyślał z rezygnacją dla samego siebie.
- Powinieneś być dumny, że jesteśmy tacy grzeczni – oświadczył Tenshi kończąc połykać kanapkę, bo oczywiście znów wstał za późno i będzie w szkole na styk, jeśli się nie spóźni. Poprawił kołnierz niedopitego mundurka i wstał od stołu. – Dobre było, ale mało. Będę leciał – oznajmił chwytając plecak spod stołu.
- Wypuść...
- PA! – wrzasnął i już go nie było.
- Fantę – dokończył sam sobie JiWoon. Czy on też był taki w jego wieku? Czy jego brat, a ojciec Tensha taki był? – zastanowił się – eh, był...
- Nie idziesz dziś do pracy oji – san? – zapytał Yoku po grzecznym powiedzeniu: dziękuję, i sprzątnięciu talerzy ze stołu.
- Potem mam spotkanie, na razie popracuję w domu – wyjaśnił. To miłe, że pyta – pomyślał obserwując chłopaka.
- Miłego dnia oji – san – nie zauważył, przez to zapatrzenie, że Yoku uprzątnął wszystko. Zrobiło mu się głupio, że Yoku sprząta, kiedy mówił czuj się jak u siebie, to nie oznaczało przygotowuj śniadania i sprzątaj po nich, bo mój syn nie potrafi tego zrobić, i drugie głupio zrobiło mu się, że patrzył na niego jak zaczarowany.
- Tobie też Yoku – uśmiechnął się i obrócił do okna żeby widzieć, jak chłopak idzie powoli do furtki, wychodzi i idzie w stronę przystanku metra. Nie chciał żeby go dzisiaj podrzucać do szkoły, chociaż TaeHwa proponował, że podwiezie go po drodze do pracy, bo stwierdził, że musi nauczyć się jeździć tutejszym metrem. Tenshi tłumaczył mu co i jak, ale w końcu stwierdził, że póki się nie przejedzie to się nie przekona i miał rację. JiWoon zawsze zapominał, że to nie jest takie proste, na jakie może wyglądać.
Rzucił gazetę na stół i ruszył do gabinetu.
Na lunch jest umówiony ze swoim pracownikiem i osobą, która według niego stanie się hitem wytwórni jakiego jeszcze, przynajmniej w tym roku, nie było.
Usiadł w skórzanym fotelu i rzucił: włącz do komputera, który zamrugał światełkami, a JiWoon napił się kawy i spojrzał przez okno. Wrzesień zapowiadał się ładny i ciepły i dobrze, nie lubił jesiennej chlapy.
- Email – rzucił do włączonego komputera, który od razu wyświetlił skrzynkę mailową zapchaną mnóstwem wiadomości, których nie miał dzisiaj otwierać. Miał dzisiaj nastrój na nic nie robienie i po raz pierwszy od dawna praca mu przeszkadzała. Niby był szefem i według teorii mógł robić co chciał, ale to tylko teoria. Jako szef musi robić najwięcej, a dzisiaj tak mu się nie chce.
Odłożył kubek na stolik i sapnął podpierając się na ręce, po czym wypisał na dotykowej klawiaturze: oji – san.
- ... dziadek?!?!?! – zawołał czytając, że to oznacza nie tylko wuja. Wygląda na dziadka w oczach Yoku? – opadł na fotel i wpatrywał się z niedowierzaniem w ekran starając się powstrzymać przed poderwaniem z krzesła i pobiegnięciem do łazienki, żeby przed lustrem sprawdzić jak bardzo jest pomarszczony.
Dotknął twarzy. Dobra, może nie ma skóry dwudziestolatka, ale dziadek?! Okropne. Straszne.
- Yoku, jak możesz – powiedział zastanawiając się jak dużo ma siwych włosów, których dotąd nie zauważał i czy jeszcze rok lub dwa i będzie cały biały i pomarszczony jak stare jabłko. Porażka.
Wypił jednym haustem resztkę kawy. Nie chce żeby Yoku myślał o nim jak o rozpadającym się wujaszku. Pewnie dlatego tak sprząta i pomaga w domu, bo myśli, że on sobie nie daje rady, bo wysiłek może przyprawić go o zadyszkę, a nawet zawał.
Super – poczuł się nagle jakby miał sto lat.
- Co jest? – smętnym głosem odebrał telefon. Dziadek! – nie mógł w to uwierzyć.
- Szefie, bo ja mam takie pytanie....


- Też wymyśliłeś, malinowe – prychnął Shinpei.
- Lubię malinowe – oznajmił Manpei beztrosko odpakowując batonika i odgryzając kawałek po czym jego mina zaczęła wyrażać całkowitą błogość i uwielbienie dla producenta czekolady.
- Ale dziewczyny nie – przypomniał mu brat.
- Dlatego wzięliśmy kokosowe – przypomniał ruchem głowy wskazując swój plecak, w którym zapakowana w torebkę papierową leżała niewielka bombonierka dla sióstr. – Chcesz batona? – zapytał mnąc w dłoni opakowanie po tym, którego właśnie zjadł.
- Chcę – przyznał Shinpei.
- Jak was tak widzę to się dziwię, że nie macie wielkich tyłków – usłyszeli nagle za sobą, a po chwili i poczuli, bo Tenshi klepnął ich w ramiona. – Tyle cukru – pokręcił głową.
- Już cię wypuścili z przedszkola – pstryknął go w nos Shinpei.
- A ciebie z zoo? – uśmiechnął się szeroko, a Manpei pacnął go w czoło batonikiem, który Tenshi wziął i chętnie rozpakował i z jeszcze większą chęcią wgryzł się w słodką masę.
- Znów tuczycie siostry? – zapytał.
- Chcemy im zrobić przyjemność – wyjaśnił Manpei i pstryknął go palcem w nos.
- One wam kupują autka? – zaśmiał się Tenshi, a Shin objął go ramieniem za szyję i przyciągnął do siebie mocno. – Au – stęknął wymownie Tensh, ale Shinpei nic sobie z tego nie robił. Jadł batonika i nadal ściskał jego szyję. – Puść mnie – wysyczał chłopak.
- Źle ci przy moim boku – zbulwersował się Shin i nadal go nie puszczał. – Poczuj się bezpiecznie...
- Właśnie czuję się zagrożony – uwolnił się spod ramienia przyjaciela i zaczął masować kark. – Ty jesteś niebezpieczny – oświadczył. – Ty też – spojrzał na Manpeia – bo jesteś jego klonem – dodał. – A teraz dajcie jeszcze jednego batonika – uśmiechnął się szeroko.


Może to było szaleństwo i głupota z jego strony, ale myślenie o sobie jako o dziadku przez cały dzień nie dawało mu spokoju.
Dziadek? Wujek, to rozumie, od dawna jest wujkiem dla wielu osób, ale dziadek?! I to z ust Yoku? Z takich ust?! Nie, tego ostatniego wcale nie pomyślał.
Postanowił pokazać Yoku, że nie jest takim starym prykiem za jakiego pewnie go uważa i po skończonym spotkaniu, w czasie którego robił wszystko żeby się skupić poszedł do fryzjera i na zakupy. Podciął włosy i z zadowoleniem stwierdził patrząc na siebie w lustrze, że nie ma mnóstwa siwych włosów, ba, nie ma ani jednego. W sklepie spędził trochę więcej czasu, ale w końcu udało mu się kupić parę rzeczy żeby odświeżyć szafę. Przyjechał do domu z kilkoma torebkami i w nowych jeansach, które ubrał w sklepie i stwierdził, że leżą idealnie i on ich nie ściąga.
Wyciągnął wszystkie torby z samochodu i ruszył do domu. Z kuchni dochodziło światło więc chłopcy wrócili i pewnie szykują jakąś kolację, przynajmniej Tenshi szykuje, bo jego syn nie chodził głodny spać.
- Jestem – zawołał ściągając buty w przedpokoju.
- Nafescie – powitało go i głowa Tenshiego, który właśnie wkładał sobie do ust plasterek sera wyłoniła się zza ścianki dzielącej kuchnię od przedpokoju. – Byłeś na zakupach? – przełknął i przyjrzał się ojcu uważnie. – I coś jeszcze ze sobą zrobiłeś – zmrużył oczy.
- Byłem u fryzjera – powiedział kładąc torby na stole.
- Ktoś umarł i szykujesz się na stypę? – zapytał chłopak.
- Nie dobijaj mnie – poprosił z rezygnacją. – Obcinam włosy nie tylko jak ktoś umrze – zauważył – ty byś mógł przestać bać się fryzjera i też się obciąć – spojrzał krytycznie na Tenshiego.
- Ja się nie boję fryzjera! – aż zachłysnął się powietrzem z oburzenia. – Tak się teraz nosi – prychnął, bo co JiWoon może wiedzieć o modzie.
- Dostaniesz zeza – skwitował to wszystko.
- A tobie ta koszulka zafarbuje – odgryzł się patrząc na malinową koszulkę ojca. Odsunął krzesło i usiadł na nim zaczynając zaglądać do toreb.
- Czekaj – powstrzymał go – mam coś dla ciebie, choć nie zasłużyłeś – stwierdził.
- Nowe dvd? – oczy chłopaka zabłysły.
- Nie – uśmiechnął się przebiegle JiWoon. – Tadam!
- Co to jest!?! – Tenshi był gotów zerwać się z krzesła przerażony widokiem koszulki w takim samym kolorze jak jego, tylko nieco mniejsza.
- Dla ciebie – Lio podsunął mu to z uśmiechem.
- Nie będę tego nosił – oświadczył chociaż wziął ją do rąk.
- Bo ma normalny rozmiar niż reszta twoich ciuchów? – zapytał, a Tenshi wydął usta w jedynym ruchu, którym nieświadomie przypominał JaeJoonga.
- Yoku, patrz co mój tatuś wymyślił... – powiedział nagle Tenshi widząc kuzyna wchodzącego do kuchni w towarzystwie Fanty, która z wywieszonym językiem dreptała obok jego nogi. Wystawił w jego stronę koszulkę i czekał krzyk obrzydzenia, a JiWoon nieświadomie robił to samo. Nie chciał usłyszeć krzyku obrzydzenia co prawda, ale czekał na reakcję Yoku.
- Wow, świetnie wyglądasz oji – san... – powiedział pokonując nieśmiałość.
Oji – san? Nadal?!
- W tej koszulce, świetnie? – powątpiewał Tenshi mnąc swoją.
- Bardzo ładna jest, pasuje ci oji – san – uśmiechnął się wesoło i JiWoonowi zrobiło się bardzo miło na widok tego uśmiechu, ale nadal słysząc „oji” czuł się jak stuletni dziadziuś.
- Tenshiemu się nie podoba – zaśmiał się. Nie będzie przecież dramatyzował, dla dziewiętnastolatka jest człowiekiem w stanie rozkładu.
- Widzisz jakie to jest ciasne? – zaprezentował kuzynowi jak małą koszulkę ojciec mu kupił. – A tata wygląda w tym jak sadzonka – dodał zza materiału.
- Przymierz chociaż – poprosił Lio. Wypakuje potem. Teraz musi się czegoś napić. Czegoś co nie jest kawą, bo wypił już cztery dzisiaj.
- Dobra – mruknął i zaczął ściągać z siebie koszulkę i wciskać na plecy malinowy t-shirt. – To jest za... ciasne... – oznajmił gdy już wystawił głowę na zewnątrz.
- Gdzie? Świetnie jest, nareszcie cię widać spod ubrania – stwierdził JiWoon nalewając soku do szklanki, a druga ręką włączając czajnik, żeby zagotować wodę na herbatę.
- Ha ha ha – obciągnął bluzkę na ciele. – To nie jest mój styl. Yoku chcesz tą bluzkę?
- Co? Ja nie...
- Przymierz, jak będzie pasować to sobie weźmiesz – zaczął się z niej wygrzebywać chłopak i podał ją Yoku, który wziął ją co prawda do ręki, ale nie wyglądał na przekonanego do tego pomysłu.
- Przymierz – zachęcił go JiWoon. – U Tenshiego się zmarnuje, skoro tak bardzo mu się nie podoba.
- Tatooo – jęknął Tenshi – nie próbuj wzbudzać poczucia winy.


Yoku wrócił do swojego pokoju po powiedzeniu trzy razy wujowi, że chce herbatę, bo przekomarzając się z Tenshim nie mógł skupić się na jego: chcę.
Położył koszulkę na łóżku. Jemu się podoba. Ma ładny intensywny kolor. Faktycznie przymierzy, chociaż znów czuje się głupio. Tenshi w ciągu ostatnich siedmiu dni wpędził go w dolinę głupoty i zawstydzenia mnóstwo razy. Wiedział, że chłopak robi to nieświadomie i w dobrej wierze, czasem żeby mu pomóc, a czasem, bo po prostu taki jest, ale... Ale Yoku był zbyt nieśmiały żeby powiedzieć czasami, że czuje się niezręcznie.
Ściągnął swoją koszulkę. Malinowa będzie za duża, może faktycznie powinien trochę przytyć zastanowił się i nasunął ją na plecy.
- Świetnie leży – usłyszał i upadł w panice na łóżko. Czemu tak reaguje?
- Wujku chodzisz jak duch – powiedział widząc JiWoona w progu.
- Sorry – zaśmiał się patrząc na niego wesoło.
- Wyglądamy jak bliźniaki – stwierdził Yoku patrząc na ich podobne ubrania.
- Tylko trochę – powiedział wuj rozglądając się po jego pokoju aż Yoku też się rozejrzał. – Herbata gotowa – łóżko, biurko, mała szafka i plakat, który powiesił wczoraj wieczorem. Nic więcej, ale też nie był szczególnie wymagający. W pokoju w domu miał równie mało sprzętów, tylko jedną ścianę zajmowała wielka półka pełna komiksów.
- Pojedziemy jutro do sklepu meblowego – powiedział po chwili JiWoon.
- Po co? – i czemu my? Jutro sobota, nie ma zajęć, ale... nie, nie wuj pewnie mówi o sobie i o Tenshim.
- Musisz sobie umeblować pokój – wyjaśnił wuj.
- Jest umeblowany – uśmiechnął się radośnie Yoku.
- Łóżko, stolik... Yoku, nie mogę pozwolić żebyś tak mieszkał. Jutro jedziemy – zadecydował.
- Ale oji – san, nie musimy, naprawdę... to mi pasuje – zapewnił. Nie może wykorzystywać jego dobroci i tak zwalił mu się na głowę.
- Nie chcę tego słuchać – JiWoon wymownie zasłonił uszy dłońmi. – Jedziemy...
- Ale... – spróbował jeszcze raz.
- Nie ma „ale” – wuj uśmiechnął się najwyraźniej zadowolony z siebie. – Masz tutaj tak pusto, pojedziemy razem i wybierzesz sobie to co ci się spodoba, a teraz chodź na dół, bliźniaczki przyszły z siatką słodyczy.
- Dziękuję, oji – san – nadal nie był przekonany, ale co ma zrobić skoro wuj nie chce go słuchać?
- Yoku – westchnął JiWoon.
Zrobił coś źle?
- Nie mów do mnie oji – san, proszę. Czuję się tak staro – spojrzał na niego błagalnie.

1 komentarz:

  1. Ogólnie to nie przepadam za takimi opowiadaniami .. ale chyba zmienie zdanie :D
    Pozdrawiam Caroline !

    OdpowiedzUsuń